News-Serwis

Felietony

Wybory i kampanie

Wybory i kampanie
12 sierpnia 2015
23:07

Nie sądzicie, że życie to jedna wielka kampania wyborcza? Wybierają nas, my dokonujemy wyborów. Nie zawsze przemyślanych. Tworzymy swój program wyborczy, żeby pokazać, na co nas stać. Próbujemy go realizować, żeby udowodnić, że słowa to nie tylko słowa, że potrafimy przełożyć je na czyny. Poddajemy nasze założenia, cele i środki ocenie – swojej własnej i innych, często obcych nam ludzi. Tak samo i my wybieramy nasze cele i środki do ich osiągnięcia, nasze priorytety i zasady, drogowskazy. Wybieramy też spośród opinii różnych ludzi, dobieramy je do naszych działań zgodnie z tym, jak sami siebie oceniamy, motywujemy się nimi lub wprost przeciwnie, w zależności od naszej pewności siebie i pewności, czy robimy to, co właściwe.

 Coś w tym musi być, skoro mówi się, że życie to sztuka wyboru.

O kampaniach słyszymy wszędzie, bo wszędzie są one prowadzone. Wybory prezydenckie, parlamentarne, europejskie. Obserwujemy polityków, mniej lub bardziej szczerych w swoich działaniach, i oceniamy. Wszędzie te oceny. Nie da się ich uniknąć, bo taką mamy naturę. Świadomie lub podświadomie subiektywnie oceniamy czyjś wybór, czy to dotyczący drobnostek jak zmiana koloru włosów czy dobór krawata do koszuli, czy też poważnych życiowych decyzji i działań na szeroką skalę. Oceniamy czyjąś drogę na szczyt lub czyjś spadek po równi pochyłej. Dyskutujemy, uzasadniamy, dziwimy się, staramy się zrozumieć, kręcimy głową z niedowierzaniem lub niesmakiem. Być może ta nasza natura sędziego wynika sama z siebie, może po prostu tacy jesteśmy. A może właśnie te wszechobecne kampanie w ten sposób ukształtowały naszą naturę.

Oceniamy więc polityków. Celebrytów, w końcu popularność prasy brukowej nie bierze się znikąd. Swoimi osądami potrafimy zrujnować komuś życie, ale też pomóc komuś uwierzyć w siebie, w swój talent i możliwości. Wybieramy, kogo chcemy. I inni wybierają nas. Lub nie.

Wybieramy sobie znajomych, bliskich ludzi. Równolegle prowadząc kampanię, żeby to nas wybrały osoby, na którym nam zależy. Zwróciliście uwagę, że kiedy chcemy się do kogoś zbliżyć, zbudować jakieś głębsze relacje, prowadzimy grę, kampanię, pokazujemy się z wybranej strony, mówimy, promujemy się – wszystko po to, żeby dostać jedynkę na liście, żeby ktoś zakreślił nasze nazwisko i nas wybrał.

Wybieramy zawód, pracę, zainteresowania. Jednocześnie to praca wybiera nas, a to, czy nas wybierze zależ od tego, jak skuteczna jest nasza kampania. Budujemy swoje CV, doświadczenie, wizerunek, profil zawodowy. Wszędzie wybory i wszędzie oceny.

Nawet już po zakończeniu kampanii nadal ma ona na nas wpływ. Bo skoro już obiecaliśmy, zdeklarowaliśmy się, ludzi będą nas sprawdzać. Kontrolować, czy wywiązujemy się z naszych słów. Słowa nie mogą być rzucone na wiatr. Muszą być dokładnie przemyślane. Jeśli nie są, inni to wyłapią. Obejrzą pod każdym kątem wszystkie literki, wszystkie kreseczki i ogonki, kursywy, mniejsze druczki, odnośniki i pogrubienia. Nie możemy pozwolić sobie na gadanie głupot. Nie możemy pozwolić sobie na rysę na naszym wizerunku budowanym w trakcie kampanii, bo może to nas kosztować więcej, niż pochłonęło samo kreowanie wizerunku. A i to przecież nie jest tanie.

Więc może by tak zwolnić? Może spróbować działać tak, jak czujemy, a nie tak, jak powinniśmy, żeby pokazać się tak, jak wypada? Bo może po prostu wypada być sobą. W każdej sytuacji. Mówić to, co chcemy a nie to, co powinniśmy. Działać bez planu, czasem zrezygnować ze starannego planowania i pójść na żywioł, zadziałać spontanicznie. Uśmiechnąć się szczerze do siebie, do ludzi, do świata. Wziąć głęboki oddech i żyć. Bo takie kampanie na dłuższą metę są męczące. W dodatku są bardzo zobowiązujące i mało elastyczne.

Pozwólmy sobie na błędy od czasu do czasu. Żeby zostawić sobie pole do poprawek, do naprawiania błędów i uczenia się na nich.


Autor: Kinga Kosiba

Fot: Derek Bruff / flickr.com / CC BY-NC 2.0

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze