News-Serwis

Kultura i Styl życia

Tożsamość zapisana w fotografii. Historia zdjęć z powstania styczniowego

Tożsamość zapisana w fotografii. Historia zdjęć z powstania styczniowego
22 stycznia 2016
15:06

Sto pięćdziesiąt trzy lata temu wybuchło jedno z największych polskich powstań narodowych. Według historyków, wydarzenia okresu powstania styczniowego miały bardzo duży wpływ na budowanie naszej tożsamości narodowej. Wypadki z lat 1861-1863 są pierwszymi w historii Polski wydarzeniami utrwalonymi na fotografii. To właśnie obrazy zatrzymane przez obiektyw aparatu rozgrzewały serca i umysły Polaków w dziewiętnastym stuleciu. Obecnie większość z nas kojarzy tylko portrety przywódców powstania, umieszczane od lat w podręcznikach od historii. Tymczasem fotografia tamtych wydarzeń jest bardzo bogata i ciekawa.

Według profesor Jolanty Sikorskiej-Kuleszy, fotografię powstania styczniowego można podzielić na trzy okresy: fotografia przed rokiem 1863, fotografia z okresu trwania powstania oraz portrety weteranów wydarzeń, które pochodzą z XX wieku. Zdaniem pani historyk najciekawsze są zdjęcia poprzedzające styczeń 1863 roku, bo to one pokazują epizody nadające tempo dalszym wydarzeniom. Należy przy tym pamiętać, że specyficzny charakter – partyzancki oraz konspiracyjny – powstania styczniowego nie sprzyjał tworzeniu dokumentacji fotograficznej. Pomijając bitwy, których fotografowanie nie było wówczas w ogóle możliwe, nie mamy zdjęć krajobrazów pól bitewnych, scen z życia obozowego, ani nawet portretów wykonanych w warunkach obozowych, porównywalnych do fotografii z wojny krymskiej (1853-1856) czy wojny secesyjnej (1861-1865).

Beyer-Portret-W latach 60. XIX wieku fotograf, aby wykonać zdjęcie, musiał dysponować sprzętem i laboratorium na tyle dużym, że trudno byłoby się z nim bezpiecznie przemieszczać w warunkach wojny partyzanckiej. Mimo to powstanie styczniowe miało swoich fotografów i w archiwach pozostała związana z nim oryginalna ikonografia fotograficzna. W opinii wielu historyków, okres wrzenia, poprzedzający powstanie, to przełom w historii polskiej fotografii. Narodziła się wówczas fotografia polityczna, używana jako instrument oddziaływania na opinię publiczną. Jej prekursorem był Karol Beyer, zwany często ojcem polskiej fotografii.

Właśnie zdjęcie Beyera, z okresu manifestacji patriotycznych poprzedzających wybuch powstania, miało największą siłę oddziaływania. Zostało ono uznane – zarówno przez historyków, jak i fotografów – najważniejszym polskim zdjęciem powstałym w ciągu 150 lat od wynalezienia fotografii (umowna data to 1839 r.). Często nazywa się je tableau pięciu poległych. Zdjęcie jest kompozycją stworzoną z fotografii pięciu ofiar manifestacji patriotycznej, która miała miejsce na Placu Zamkowym w Warszawie 27 lutego 1861 r. O prawdopodobnych okolicznościach powstania czterech z tych zdjęć pisał na początku XX wieku rosyjski historyk Nikołaj Berg: „Był tam [w Hotelu Europejskim, gdzie złożono ciała] także ze swym aparatem narodowy fotograf Bayer i zdjął wizerunki z zabitych w całej grozie i wspaniałości, z ziejącymi ranami.” Trudno mieć pewność co do prawdziwości opinii, że było to zdjęcie rozpowszechnione w największej liczbie egzemplarzy we wszystkich zaborach, a tym bardziej jednoznacznie wypowiadać się o sile jego wpływu na rozbudzanie uczuć patriotycznych, jak się niekiedy pisze. Pozostaje jednak faktem, że Beyer świadomie dokumentował wydarzenia, w których zresztą sam brał czynny udział (był członkiem Delegacji Miejskiej). Doskonale zdawał sobie sprawę z możliwości nowego medium, o czym świadczy nie tylko fotografowanie bohaterów ówczesnych wydarzeń, ale tworzenie fotografii na użytek publiczny (na przykład zrobił i rozpowszechniał fotomontażowe zdjęcie zbiorowe Delegacji Miejskiej). Mimo że powstanie spędził ostatecznie na Syberii, zasłużenie może uchodzić za jego fotografa (jest autorem m.in. zdjęć członków Delegacji, członków Straży Bezpieczeństwa, jeden z uczestniczek powstania Henryki Pustowójtówny, procesji czy pogrzebów w okresie manifestacji patriotycznych).

Ciekawy jest fakt, że od początku powstania, i jeszcze długo po jego zakończeniu, rozpowszechniano, fotografie powstańców zrobione w różnym czasie i w różnych zakładach fotograficznych. Szczególnie popularne były fotografie przedstawiające Mariana Langiewicza, czy adiutantki Heleny Pustowójtówny (zwłaszcza te w mundurze powstańczym i z bronią, zrobione w zakładzie fotograficznym w Pradze już po opuszczeniu powstania). Zdjęciami wielu bohaterów powstania handlowano jeszcze wiele lat po jego upadku. Przyczyniła się do tego obowiązująca żałoba narodowa.

Walery Rzewuski/Wikimedia Commons

Walery Rzewuski/Wikimedia Commons

Najwięcej zdjęć powstańców styczniowych stanowią jednak portrety szeregowych uczestników, robione najczęściej przed włączeniem do oddziału. Dzięki tym fotografiom zasłynął Walery Rzewuski z Krakowa. Fotograf w swoim zakładzie robił zdjęcia na tle kotary imitującej krajobraz. Fotografował ubranych w powstańczy strój mężczyzn szykujących się do walki. Często przygoda przyszłych bohaterów narodowych zaczynała się od wizyty u krawca. Następnie, już w nowej galanterii, przybywali oni do fotografa. Owe zdjęcia, dawane na pamiątkę, nabrały szczególnego znaczenia po upadku powstania. Szczególnie dla tych rodzin, którym musiały zastąpić bliskich poległych w czasie powstania czy skazanych na zsyłkę na Syberię.

Badając fotografię powstania styczniowego historycy doszli do wniosku, że część atrybutów powstańczych znajdujących się na zdjęciach, była w rzeczywistości wyposażeniem atelier Rzewuskiego. Niekiedy dokonywano retuszu zdjęcia, jak w przypadku anonimowego twórcy, który fotografii młodego francuskiego ochotnika Leona de Blankenheima Younga (poległego pod Brdowem w kwietniu 1863 r.) przerobił na zdjęciu obcy mundur na ubiór powstańczy i domalował buty w ten sposób, żeby spodnie były wpuszczone w cholewy, co było charakterystyczne dla ubioru powstańców.

Walery Rzewuski z niewiadomych nam powodów stracił szansę bycia fotografem wojennym. Wiadomo, że był krótko w obozie Langiewicza w Sosnówce, dokąd przywiózł brata, ale nie są znane żadne zdjęcia z tej wyprawy. Nie ma też wątpliwości, że zdjęcie jedynej w pełni umundurowanej grupy powstańczej nazywanej żuawami, na którym jej członkowie przygotowują posiłek, wcale nie powstało w obozowych warunkach, ale na podwórku domu, gdzie fotograf miał swój zakład. Do przybliżenia scen bitewnych i scen z życia powstańców wykorzystywano natomiast fotografię jako technikę powielania. Rysunki, obrazy, liczne ilustracje (drzeworyty) ukazujące się w prasie zagranicznej fotografowano i odbitki rozpowszechniano. Również w technice fotograficznej rozpowszechniano słynne cykle rysunków Artura Grottgera.

Na koniec warto wspomnieć, że fotografią powstańców interesowali się także Rosjanie, którym służyła ona do identyfikowania uczestników powstania. Znawczyni powstańczej fotografii Krystyna Lejko cytuje wspomnienie Feliksa Riedla z przesłuchiwania go jako naocznego świadka śmierci Marcina Borelowskiego ps. Lelewel: „Żądali ode mnie dokładnego tegoż odmalowania, aby porównując ten opis z jego fotografią poznali, czy są zgodne między sobą. Moskale bowiem, jak Lelewela, tak prawie wszystkich naszych dowódców mieli fotografie.” Dziewiętnastowieczni fotografowie – świadomie bądź nie – przyczynili się swoją pracą do utrwalania w społeczeństwie postaw patriotycznych. Kolportaż wizerunku bohaterów, rzeczy zakazanej przez państwo, powodował fascynację minionymi wydarzeniami, a przy okazji rozrastanie się uczuć patriotycznych. Zatrzymane przez fotografów unikatowe obrazy są dzisiaj nieocenionym źródłem poznania naszej przeszłości, a także zgłębienia współczesnej tożsamości, która jest w dużej mierze zbudowana na micie powstań narodowo-wyzwoleńczych.

Rafał Ulatowski

fot. Karol Beyer/Wikimedia Commons

Powiązane artykuły

Komentarze