News-Serwis

Kraj

Świętej Tekli Komunistki

Świętej Tekli Komunistki
09 września 2015
19:05

Chodziłem do Liceum im. Ludwika Waryńskiego, które wchodziło w skład Zespołu Szkół im. Tekli Borowiak. Po słusznej zmianie niesłusznego ustroju pierwsza z pieczątek i szyldów przegnana została Tekla.

Być może wiązało się to z demontażem szkolnego kombinatu. Bądźmy jednak szczerzy: gdyby przetrwał patronka też nie miałaby szans. Bo przecież komunistka, a komuniści, jak wiadomo, już jako zygoty oddają duszę szatanowi i żyją jedynie po to, żeby innym szkodzić. Wszyscy. – Jak to jest, że w takiej Francji, na przykład, która na przemian bywała a to królestwem, a to republiką, a to cesarstwem – nikomu nie przychodzi do głowy obalanie pomników, przemianowywanie ulic, usuwanie patronów tylko dlatego, że akurat zmieniono zasady rządzenia? – Ale przyjmijmy, że Borowiak padła ofiarą dialektyki dziejów. Co komu jednak szkodził poczciwy Waryński, którego również odesłano do Muzeum w Kozłówce? Źle się zasłużył tylko tym, że poważała go ludowa władza. Ale Chopina też poważała.
I Mickiewicza. – Więc może nie grać i nie wydawać? W historyjce z Waryńskim mierzi mnie zwłaszcza akt podmianki. Za XIX-wiecznego bojownika o społeczną sprawiedliwość wstawiono księdza Józefa Tischnera. Tego samego, który mawiał, że nie zna nikogo, kogo od wiary odwiodłaby lektura Marksa, za to zna wielu, którzy stali się ateistami na skutek głupoty proboszcza. Jako wychowanek Tischnera twierdzę, że „awansu” osiągniętego taką metodą z pewnością by sobie nie życzył.

Przykładów „słusznych” podmianek bez liku. – Jestem nawet w stanie zrozumieć, że po ’89 Waryński, jako patron Miejskiej Biblioteki Publicznej w Łodzi, ustąpił miejsca Piłsudskiemu – bo rzeczywiście, przed wojną instytucji tej nadano jego imię; przywrócono więc stan pierwotny. (Choć warto pamiętać, że między ’35 – rokiem śmierci Marszałka – a ’39 niemal wszystko, co w Polsce było oddawane do użytku, dostawało ten patronat. I że była to wobec honorowanego
w ten sposób przysługa niedźwiedzia, bo zamiast umacniać znaczenie postaci – banalizowano je, przez nadmiar. – Coś podobnego dzieje się dziś z JPII). Jakiż jednak demon musiał zagościć w głowie dyrektora pewnego teatru (wstyd powiedzieć – mojego kolegi z roku), gdy swego czasu odebrał patronat Karolowi Hubertowi Rostworowskiemu na rzecz zasłużonej dla miejscowej sceny postaci lokalnej? – Że dramatów Rostworowskiego – niegdyś bardzo popularnych – dziś niemal się nie grywa? – I co z tego? Postać ta to historia polskiego teatru. Że ten drugi pan dla miejscowego środowiska ważny i należy
o nim pamiętać? – Naturalnie. Powinien dać imię którejś ze scen, skwerowi, ulicy – czemuś, co patrona dotąd nie miało.
Często na manowce w kwestii patronatów wiedzie ideologia. Teatr w Białymstoku dostał w ’38 imię Piłsudskiego. Na fali. Że bez sensu, bo co Marszałkowi do teatru? Jasne. Po wojnie jedną ideologię zastąpiła inna i scena stała się bezimienna. Po rok ’49, kiedy to postanowiono wstawić na szyld Aleksandra Węgierkę. Ranga wielkiego aktora nie budziła wątpliwości. Do czasu. W trzecim tysiącleciu bowiem, po którychś tam wyborach, ktoś sobie przypomniał, że między ’39 a ’41 Węgierko prowadził polską scenę w zajętym przez Związek Radziecki Grodnie. Pojawiło się oskarżenie o kolaborację z komunistycznym okupantem – choć tylu innym ludziom teatru, którzy po 17 IX 1939 znaleźli się na niegdysiejszych wschodnich kresach i działali zawodowo, podobnych zarzutów nie czyniono. Szanowano ich raczej za krzewienie polskości. Pewien jestem, że i Węgierki nikt by się nie czepiał, gdyby nie drobiazg – dla niektórych najistotniejszy. Węgierko był polskim artystą żydowskiego pochodzenia. (Zginął w obozie zagłady w ’41 bądź ’42). Niesłusznego Węgierkę z szyldu usunięto, przywrócono słusznego, choć absurdalnego w tej roli, Piłsudskiego. A potem władza znów się zmieniła (choć ustrój przecież pozostał) i Dziadek musiał abdykować na rzecz aktora. – Obawiam się, że to nie był ostatni akt tej zabawy.

Najweselej było chyba jednak ćwierć wieku temu w Łodzi. Duża ulica w centrum przez długie lata za PRL-u nosiła imię Stefana Przybyszewskiego. Komunistycznego działacza, zamordowanego przez gestapo w ’43. Nowa władza wpadła na pomysł, jak pozbyć się bohatera z czasów, gdy pieniądz nie miał wartości – przy zastosowaniu w praktyce zasad ekonomii kapitalistycznej . – Tabliczki na budynkach głosiły: Ulica S. Przybyszewskiego. Postanowiono je pozostawić, podejmują uchwałę, że S. oznacza: Stanisława. – Młodopolskiego pisarza. Legendarnego skandalistę, rzekomego czciciela szatana. – Trochę to było niezgodne z falą pobożności, która ogarnęła wówczas szerokie kręgi władzy. – No ale lepszy już przecież mniemany satanista niż jawny bolszewik.

Pebejot

575024_3567067063061_297196024_n-kopiaPiotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

 

 

 

fot. Dr Les (Leszek – Leslie) Sachs / flickr.com

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze