News-Serwis

Kraj

Stalin wiecznie żywy… w Warszawie

Stalin wiecznie żywy… w Warszawie
04 grudnia 2015
17:03

W jednym z zagranicznych salonów designerskich w centrum Warszawy można zobaczyć sporych rozmiarów plakat przedstawiający postać Józefa Stalina. Portret radzieckiego dyktatora stoi pomiędzy drogimi meblami. Przechodząc ulicą obok witryny można spojrzeć mordercy w oczy.

Stalin w salonie wzbudza kontrowersje wśród przechodniów i zdecydowany sprzeciw organizacji społecznych, które chronią polską historię i kulturę. Nie zgadają się one na eksponowanie wizerunku komunistycznego zbrodniarza, który przyczynił się do śmierci milionów ludzi.

– To zaskakująca informacja, że jeszcze gdzieś w Warszawie widnieje wizerunek Józefa Stalina. To koszmarny chichot historii. To co na przykład jest dopuszczalne w galerii czy w muzeum jest niedopuszczalne w przestrzeni publicznej. Jeżeli w dalszym ciągu ktoś uważa, że postać Józefa Stalina można promować, to może też wizerunek Adolfa Hitlera byłby do przyjęcia? – pyta Rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych Jerzy Bukowski. – Wydaje mi się, że gdyby wreszcie komuś wytoczono proces karny na podstawie obowiązującego prawa, byłaby to dobra nauczka na przyszłość dla kolejnych osób, które nie zrozumiały, że Polska jest niepodległym krajem – dodaje Bukowski.

Jednak rozstrzygnięcie takich kwestii nie jest łatwe – oceniają prawnicy. Polskie prawo pozwala na takie „instalacje artystyczne”. – O propagowaniu faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych mówi art. 256 Kodeksu Karnego. Wskazuje on, że publiczne propagowanie faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju państwa podlega karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Jednak osoba, która dopuszcza się tych czynów musi mieć zamiar propagowania ustroju. Samo przedstawienie portretu dyktatora nie jest złamaniem prawa. Promowanie wizerunku Józefa Stalina jest jedynie nieodpowiedzialnym zachowaniem właścicieli salonu – ocenia radca prawny Piotr Wagner.

O cel wystawienia podobizny Stalina zapytaliśmy przedstawicieli salonu. Po przesłaniu pytań otrzymaliśmy jedynie krótkie oświadczenie: „Artysta nie promuje ani stalinizmu, ani dyktatora, bawimy sie jedynie jego wizerunkiem, starając się o jego odpolitycznienie. Artysta zwraca uwagę na jego mundur, odznaki, porównując je do równie infantylnych, dziecięcych naklejek, które dostają w przedszkolu za dobre sprawowanie. Jest to w tym wypadku satyryczny komentarz, a nie promowanie ustroju politycznego.”

Z pewnością kontrowersyjny portret nie zniknie z salonu… chyba że zostanie kupiony. Nabywcą będzie najprawdopodobniej bogacz, którego los, o ironio, w ZSRS byłby z pewnością… przesądzony.

Tymczasem w zeszłym roku w Międzyzdrojach zakazano sprzedaży masek z wizerunkiem Adolfa Hitlera. Czyżby zbrodniarz był nierówny zbrodniarzowi?

mm
fot. po

Tagi
Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze