News-Serwis

Wywiady

Sposób na noworocznego kaca i pokusa, żeby zrobić „to” dwa razy w ciągu doby. Jak wygląda Sylwester w Australii? Odpowiada Greg Bateup

Sposób na noworocznego kaca i pokusa, żeby zrobić „to” dwa razy w ciągu doby. Jak wygląda Sylwester w Australii? Odpowiada Greg Bateup
30 grudnia 2015
10:30

Greg Bateup prowadzi jedyną w Warszawie restaurację australijską. Podaje m.in. tatara z kangura i grillowany stek z emu. W domu nie musiał się przejmować grudniowym mrozem, miał też prawie dobę, żeby wrócić do roku, który minął… Australijczyk opowiada jak na Antypodach świętuje się Nowy Rok.

NS: Jakie to uczucie celebrować Nowy Rok jako jedna z pierwszych osób na świecie? Mieszkańcy drugiego krańca ziemi muszą czekać prawie dzień dłużej.

GB: Miałem możliwość świętować Nowy Rok w różnych zakątkach świata. Od Sydney przez Hong Kong, Londyn, Nowy Jork po Polskę. Właściwie tylko raz byłem odpowiednio dojrzały by docenić to, że u nas, czyli w Australii, dzieje się to niemal najwcześniej. To szczególne uczucie, że reszta świata musi czekać. Zawsze opowiada się w związku z tym dowcip, że możemy przepowiadać Amerykanom pogodę na następny rok.

Poza tym możliwe jest, żeby świętować Nowy Rok dwa razy – raz w Sydney, drugi raz w Ameryce. Linie lotnicze The CEO of Qantas miały w swojej ofercie taki przelot z Australii do Stanów Zjednoczonych na przełomie stuleci. Chodziło o udowodnienie, że samoloty tej firmy są gotowe na milenijne przesilenie (Year 2000 bug) – cały świat zastanawiał się jak zareaguje elektronika po zmianie daty.

NS: Jakie temperatury są w Australii na przełomie grudnia i stycznia?

GB: Temperatury mogą wahać się od 25 to 40 stopni Celsjusza. W zeszłym tygodniu Australia doświadczała fali upałów. Teraz temperatura spada i w Nowy Rok będzie pewnie wynosiła dwadzieścia kilka stopni. W górach w grudniu czasami nawet pada śnieg.

NS: Jak się spędza Sylwestra w Australii? Jakie są różnice między Australią a Polską?

GB: Imprezy sylwestrowe wyglądają podobnie, ale np. fajerwerki można podziwiać tylko w czasie zorganizowanych pokazów – nie są one powszechnie dostępne. Australijczycy spędzają sylwestrową noc na świeżym powietrzu. Restauracje oferują specjalne oferty. W Sydney szczególnie w cenie są miejsca z widokiem na port. Jest znacznie cieplej niż w Polsce, dni są dłuższe, więc witanie Nowego Roku odbywa się pod niebem. Jest jak w lecie w Polsce.

NS: Czy są jakieś specjalne potrawy noworoczne?

GB: Raczej nie, je się najchętniej barbecue, owoce morza, kiełbaski, steki, sałatki.

NS: Co z tatarem z kangura i stekiem z emu? Czy są to naprawdę popularne dania w Australii? Co jeszcze jedzą Australijczycy czego na pewno nie jedzą Polacy?

GB: Szczerze mówiąc, kangur i emu nie są tak powszechne w australijskim menu. W naszej restauracji robią za to furorę. W Australii najpopularniejsze są oczywiście owoce morza, ale też mięso – wołowina, baranina i wieprzowina. Australijska kuchnia jest pod silnym wpływem imigrantów z Europy, przede wszystkim  z Anglii, oraz z Azji. Każdy dodał coś od siebie do australijskiego menu.

NS: Czym wznosi się toast w Nowy Rok? Jakie są tradycyjne australijskie alkohole? W Polsce coraz popularniejsze są wina z Antypodów.

GB: Rzeczywiście, australijskie wina i piwa są dobre i popularne. Świetne są także australijskie wina musujące – znakomite na toast.

NS: Jak jest sposób na noworocznego kaca?

GB: Najlepszym sposobem jest kąpiel w morzu lub w oceanie – oczywiście po wytrzeźwieniu.

NS: Czy można wskazać na szczególne zwyczaje związane z celebrowaniem Nowego Roku?

GB: Dla ludzi żyjących w miastach najważniejsze jest podziwianie pokazów sztucznych ogni. Robią one naprawdę ogromne wrażenie. Myślę, że około 1 000 000 osób gromadzi się wokół portu w Sydney, a na świecie ten pokaz śledzi nawet miliard osób – oczywiście w telewizji. To jedne z największych pokazów sztucznych ogni na ziemi. Fajerwerki wystrzeliwane są ze słynnego mostu w porcie, ze statków a także z budynków w północnej części miasta.

Skrócony pokaz odbywa się o godzinie 21. Główny, oczywiście, o północy.

Greg Bateup jest właścicielem restauracji Kalaya przy ul. Jasnej w Warszawie oferującej smaki Australii i Nowej Zelandii

po
fot. cksydney/Flickr

Powiązane artykuły

Komentarze