News-Serwis

Kraj

Spór o odbudowę Warszawy – siedemdziesiąta pierwsza rocznica wyzwolenia stolicy

Spór o odbudowę Warszawy – siedemdziesiąta pierwsza rocznica wyzwolenia stolicy
18 stycznia 2016
07:30

Siedemdziesiąt jeden lat temu rozpoczęto odbudowę Warszawy. W styczniu 1945 roku w lewobrzeżnej części miasta zniszczonych było 80% budynków. Gruz sięgał nieraz pierwszego piętra. Postulowano przeniesienie stolicy do innego miasta. Jednak powracający do Syreniego Grodu mieszkańcy byli zdecydowani – miasto trzeba wskrzesić. Na przeniesienie stolicy nie godził się też… Józef Stalin.

17 stycznia 1945 roku wojsko ludowe bez większych trudności wyzwoliło opustoszałe miasto. Żołnierzy, zamiast wiwatujących tłumów z kwiatami witała martwa cisz. „Wychodźcie, przeżyliśmy, żyjemy! Ludzie wygrzebywali się spod ziemi, przecierali oczy oślepione światłem dnia, z niedowierzaniem podbiegali jedni do drugich — jak w dniu zmartwychwstania!” – tak ten dzień zapamiętał jeden z kilkuset warszawskich robinsonów, który przez 15 tygodni ukrywał się wśród ruin wysiedlonej stolicy.

Edmunt Zybertowicz/Wikimedia commons

Edmunt Zybertowicz/Wikimedia commons

Do miasta zamarzniętych ruin powracali ze wszystkich stron dawni mieszkańcy. Hanna Chatizow, pierwszy raz po wojnie odwiedziła dawne mieszkanie przy Marszałkowskiej 72 na początku lutego 1945 roku. – Miasto wyglądało przerażająco. Trudno pokonywało się dawne arterie miejskie, na których dalej stały barykady. Nasze mieszkanie było splądrowane, zostały tylko ciężkie meble – wspomina warszawianka. O ile w Śródmieściu można było mówić o zwłokach miasta, z kikutami kominów, wypalonymi budynkami, to na terenie po warszawskim getcie trwał krajobraz iście księżycowy.

Michał Zymbelberg idzie na teren dzielnicy żydowskiej w styczniu 1945. Przed nim bezkresna przestrzeń pokryta śniegiem. Brak znaków życia, brak domów, ulic. Tylko jeden kościół św. Augustyna jak latarnia morska. Cisza napawa przerażeniem. Podobną ciszę wspominała Elżbieta Zawadzka, która wchodziła do Warszawy od strony Ochoty.

Miasto jednak szybko zaczęło się odradzać. Poddane nieustannemu ruchowi i zmienności. Warszawa w przeciwieństwie do Pompei była miastem ruin żywych – pisał Paweł Herz. Zofia Nałkowska notowała w dzienniku „… ruiny już prawie wszędzie obwiedzione dołem pasmem światła i życia.” Jerzy Waldorff wspominał, że Nowy Świat był ścieżką wśród ruin, a życie w Warszawie było życiem w podwójnym zaduchu – pogorzelisk i trupów. Mimo trudnych warunków egzystencji, w ciągu pierwszego kwartału 1945 roku, do miasta wróciło prawie 100 tys. osób, to musiało dać władzom sygnał co do przyszłości Warszawy. Zrodziła się też nadzieja, że będzie komu to miasto odbudować. Choć komunistyczni dysydenci w roli stolicy nowej Polski widzieli raczej robotniczą Łódź niż burżuazyjną Warszawę, to o odbudowie stolicy w dużej mierze zdecydowały względy polityczne.

Stalin potrzebował rządu tymczasowego w Warszawie i Polski z przedwojenną stolicą. To był po części moment rozstrzygnięć gry pozorów prowadzonej z aliantami zachodnimi. Utrzymywano przecież jeszcze legalną opozycję, Bolesław Bierut był prezydentem RP, nową nazwę państwa – PRL – wprowadzono dopiero razem z przyjęciem konstytucji w 1952 roku. Stalinowi przed Jałtą zależało na tym, żeby stworzyć wrażenie, że zostaje zachowana pewna ciągłość państwa polskiego i najprawdopodobniej to okazało się rozstrzygające dla stołeczności Warszawy. Oczywiście dodatkowym atutem był rezultat wojny i Powstania Warszawskiego. Ogromne zniszczenia pozwalały wykreować koncepcję nowego socjalistycznego miasta. I rzeczywiście – idea „nowy człowiek, nowe społeczeństwo, nowe miasto” zaczęła być realizowana.

Należy przy tym pamiętać, że decyzja o odbudowie miasta i jego kształcie nie była tylko fanaberią komunistycznych władz czy wyłącznie wyrazem emocji – była planowaniem zakorzenionym w dyskusjach urbanistów jeszcze sprzed zniszczenia miasta w 1944 roku. Trzeba dostrzec, że choć planistom Biura Odbudowy Stolicy nie udało się uratować wszystkich budynków, a ogrom ze względów planistycznych, bądź politycznych rozbierano, to sformułowano pomysł na miasto, które dziś spełnia swoje stołeczne funkcje, które odzyskało mieszkańców, otrzymało nowe architektoniczne oblicze.

Spór o odbudowę nie toczy się tylko dzisiaj. Po 1945 roku ścierały się rozmaite koncepcje. Zasadniczym pytaniem było: odbudowywać czy budować i projektować od nowa? Zwolennicy przyjętych przez Biuro Odbudowy Stolicy rozwiązań podkreślają, że ta koncepcja łączyła planowanie z myśleniem awangardowym i ideami Ruchu Nowoczesnego w architekturze, a szerzej z procesem modernizacji – gwałtownej, bo wynikającej z wyjątkowej skali zniszczeń, a nie tylko z narzuconej przez nowe władze ideologii.

photographer unnamed/Wikimedia commons

photographer unnamed/Wikimedia commons

Choć wpływ nowych władz był niewątpliwy. Najlepszym przykładem może być Muranów. Plany powstania nowego osiedla mieszkaniowego na terenie dawnej dzielnicy żydowskiej zrodziły się już w 1944 roku. Muranów miał być swoistym żywym pomnikiem zaprojektowanym w duchu modernistycznym, jednak wchodzący w życie od 1948 roku socrealizm zmusił twórców osiedla do dodania różnych ozdobników do fasad budynków. Dodatkowo sino-czerwony kolor bloków nie spodobał się mieszkańcom, którzy zażądali otynkowania frontów. W ten sposób pomysł by osiedle przypominało o ciałach pomordowanych, dawnych mieszkańców Muranowa został całkowicie zniweczony. Podobny los spotkał bryłę modernistycznego kina Moskwa przy ul. Puławskiej.

Jan Zachwatowicz/Wikimedia commons

Jan Zachwatowicz/Wikimedia commons

Architekci zastanawiali się co odbudowywać? Za rekonstrukcją całości lub większości zniszczonej wojną zabudowy optował prof. Jan Zachwatowicz. Architekci-konserwatorzy odbudowę pomników kultury uzasadniali koniecznością edukacji przyszłych pokoleń. Inni rekonstrukcji zabytków przeciwstawiali potrzebę nowych inwestycji, wytaczali argumenty związane z wysokimi kosztami prac nad budynkami historycznymi, a nawet podważali wartość zabytkową wielu ocalałych obiektów. Nie chcieli ratować ciasnej zabudowy z przełomu XIX i XX wieku, historyzujących czy secesyjnych budynków w ogóle nie uważając za zabytkowe, a jedynie za wykwity złego gustu i kapitalistycznej spekulacji. Za priorytet uznano zapewnienie stolicy możliwości logicznego rozwoju. W jaskrawej sprzeczności z nim stało przeludnienie przedwojennego Śródmieścia.

Do niewątpliwych sukcesów odbudowy należało wyznaczenie dzielnicy zabytkowej, zachowanie Skarpy Warszawskiej jako zielonego serca miasta, zapewnienie mieszkańcom dopływu świeżego powietrza dzięki klinom nawietrzającym, wskazanie stref kluczowych dla administracji państwowej, szkolnictwa wyższego czy transportu szynowego. Położono też nacisk na poprawę sytuacji mieszkaniowej i alarmujących statystyk z czasu międzywojnia. Do dziś korzystamy z ukształtowanych wtedy przestrzeni publicznych i terenów otwartych.

Realizację inwestycji na wielką skalę i budowę infrastruktury umożliwił dekret komunalizacyjny z października 1945, tzw. dekret Bieruta, odbierający prawo własności właścicielom gruntów wybranych pod przebudowę miasta. Dziś, w dobie reprywatyzacji, prawo własności stało się wartością nadrzędną. Być może dlatego rzadko spotyka się ze zrozumieniem myślenie w kategoriach całościowego planu urbanistycznego. Tymczasem powojenna komunalizacja nie została po prostu narzucona przez nowe, komunistyczne władze – wynikała też z doświadczeń architektów i urbanistów oraz ich rozumienia interesu publicznego.

Współcześnie, gdy planowanie przestrzenne nie ma wysokiej pozycji w debacie publicznej, założycielski wkład odbudowy w obecny kształt stolicy bywa ignorowany. Po 1989 roku wzmógł się proces mitologizowania Warszawy międzywojennej. Coraz częściej można napotkać opinie stawiające ją wyżej od współczesnego miasta. Pomija się fakt, że tamta Warszawa była pozbawiona odpowiedniej infrastruktury, tragicznie przeludniona i uboga w zieleń. W dzisiejszej debacie publicznej planowanie i ład przestrzenny ustępują bieżącym remontom, poprawianiu estetyki miasta, dyskusjom o zachowaniu czy odtworzeniu pojedynczych obiektów. Wkład odbudowy w obecny kształt stolicy bywa ignorowany. Zrozumienie tego procesu może nieść istotne znaczenie dla pozytywnych przemian i myślenia o przyszłości Warszawy – współczesna tkanka miasta i jego układ przestrzenny zostały przecież ukształtowane w wyniku decyzji podjętych 71 lat temu, gdy rozpoczęto dźwiganie Warszawy z ruin.

W efekcie odbudowy mamy obecnie co najmniej cztery Warszawy. Tę najbardziej autentyczną, rozpadającą się – warszawską Pragę. Mamy Warszawę zrekonstruowaną – Warszawę Zachwatowicza, Biegańskiego, Żaryna i innych. Mamy wreszcie tę trzecią Warszawę, coraz częściej docenianą socrealistyczną m.in. z Pałac Kultury, Osiedle za Żelazną Bramą, MdMem, Smykiem, pawilonem Emilia, Dworcem Centralnym czy ścianą wschodnią. Czwarta Warszawa ciągle się buduje bez jakichkolwiek planów, niszcząc zarówno ostatnie dziewiętnastowieczne zabytki, a także unikalne budynki i założenia urbanistyczne okresu PRL.

Rafał Ulatowski

Powiązane artykuły

Komentarze