News-Serwis

Kraj

Muzyka ukształtowała we mnie kodeks postępowania zawodowego – mówi multiinstrumentalista Aleksander Baszun

Muzyka ukształtowała we mnie kodeks postępowania zawodowego – mówi multiinstrumentalista Aleksander Baszun
26 listopada 2015
14:21

Retrospektakl to duet kompozytorski, który w rozszerzonym składzie z coraz większym powodzeniem koncertuje w całej Polsce. Ostatnio wystąpili na żywo w Trójce Polskiego Radia. Kończą pracę nad debiutanckim albumem i pragną, żeby muzyka stała się na dobre ich życiową drogą. Łatwo nie jest, zwłaszcza kiedy nie idzie się na skróty. O spoglądaniu wstecz, graniu na przekór trendom i o harmonii z Aleksandrem Baszunem z Retrospektaklu rozmawia Piotr Otrębski.

PO: Retrospektakl – czy ta nazwa mówi wszystko o charakterze zespołu?

AB: Myślę, że ta nazwa dużo mówi o samej twórczości. Zespół pierwotnie był duetem, który tworzyliśmy z Marią Holką. To był duet bardziej twórczy niż wykonawczy. Większy nacisk z początku kładliśmy na pisanie piosenek. W tej nazwie zawiera się poszukiwanie, sięganie głębiej, powracanie myślami do świata dzieciństwa, błądzenie w świecie dawnych historii. Spektakl w nazwie – to gra słowna. Czasami jesteśmy myleni z grupą teatralną.

PO: Rozumiem, że Retrospektakl to modyfikacja czy też nawiązanie do słowa retrospekcja?

AB: Tak, to właśnie chciałem powiedzieć (śmiech)

PO: W świecie, który dezaktualizuje się z dnia na dzień, w którym to co było modne wczoraj, dziś stoi w kolejce do lamusa wy stawiacie na coś, co z definicji należy do przeszłości – retro. Ale może właśnie retro jest teraz na czasie?

AB: Myślę, że to wszystko powstało w oderwaniu od tego, co jest modne. Retrospekcja to był sposób myślenia, który połączył mnie i Marię. Rodzaj powrotu, powrotu wewnętrznego – w sobie. Czy retro jest modne? W pewnym sensie tak – w grafice, w muzyce… Ja uważam, że obiecującym aspektem jest to, że wśród moich znajomych słuchających bardzo różnej muzyki zawsze na playliście są dwie, trzy piosenki Marka Grechuty, Ewy Demarczyk. To tęsknota za czymś klasycznym, akustycznym, mniej modnym.

PO: Poproszę zatem o formalny wstęp – kto, z kim, co i po co?

AB: Pierwotnie byliśmy duetem, dosyć szybko dołączyło do nas dwoje muzyków Joachim Łuczak i Kamila Wyrzykowska czyli skrzypek i wiolonczelistka. W tym składzie przez kilka lat koncertowaliśmy, nagrywaliśmy. Ostatnio pojawiły się w zespole jeszcze dwa nowe instrumenty – perkusja i kontrabas. Mam nadzieję, że nowi muzycy Mikołaj Graczyk i Rafał Hajduga zechcą z nami grać już na stałe. Na razie wystąpiliśmy w tym składzie raz na festiwalu, ale dobrze się dogadujemy.

PO: Sukces w Krakowie – I miejsce na festiwalu Korowód i koncert na żywo w Trójce Polskiego Radia. Wypływacie na szerokie wody?

AB: Nie ukrywam, że chciałbym, żebyśmy jako zespół wyszli z cienia, a takie zdarzenia jak to w Krakowie uskrzydlają. W momencie, kiedy nie ma oddźwięku i ciągle puka się do zamkniętych drzwi, a nikt nie otwiera to pojawia się zwątpienie czy to co się robi jest po coś, czy ma sens. Teraz, kiedy kończymy płytę potrzebujemy motywacji. To co się zdarzyło w Krakowie jest dla nas bardzo ważne.

PO: Jesteście z Marią Holką multiinstrumentalistami. Czy to znaczy, że na rynku macie swoją określoną wartość?

AB: Granie na wielu instrumentach ma wady i zalety. Plusem jest to, że wiele można zrealizować we własnym zakresie jeśli chodzi o sesje nagraniowe, również na koncercie – jest różnorodność. Minusem jest to, że trudno poświęcić się ćwiczeniu na wielu instrumentach, szczególnie jak nie ma zbyt wiele czasu.

PO: Na jakich instrumentach ty grasz?

AB: Wymienię w hierarchii umiejętności: saksofon, fortepian, gitara i wiele innych mniejszych instrumentów – np. klarnet, fujarki, okaryny, lutnia marokańska itp.

PO: To teraz, jeśli pozwolisz, część refleksyjna. Rozmawiałem jakiś czas temu z dobrym poetą, poetą metafizycznym. Człowiek regularnie wydaje tomiki wierszy, jest erudytą, naukowcem. Przyznał, że z poezji żyć się nie da, że poeci bywają ankieterami, kelnerami, pracują w lokalnych gazetach. Pisanie wierszy jest przy okazji – choć dla nich jest najważniejsze. Retrospektakl o poezję zahacza, bo sztuka, którą uprawiacie jest poezją śpiewaną. Da się z tej muzyki wyżyć? Jest to już zawód? Zdradź proszę jak młodzi, wykształceni muzycy, grający autorskie piosenki, zarabiają na życie?

AB: Z grania w Retrospektaklu jeszcze nie zarabiamy na życie. Ja pracuję jako grafik, Maria jest kompozytorką. Pozostali członkowie zespołu żyją z muzyki, ale poza Retrospektaklem. Z muzyką jest jednak inaczej niż z poezją. I tu znów wrócę do Grechuty, który odniósł duży sukces, grając muzykę bardzo ambitną, poetycką. Wierzę, że to nie jest żadna przeszkoda. Tak naprawdę zwykły słuchacz jest w stanie bardzo komercyjnie „przyjąć” coś, co nie spełnia ogólnie pojętych zasad komercji. Mam wrażenie, że wytwórnie muzyczne gdzieś się zasklepiają w myśleniu „jak stworzyć hit”. Jeśli coś tym zasadom nie ulega to ląduje w szufladzie z etykietą „niszowość”. Ja cały czas wierzę, że zespół Retrospektakl może stać się nawet sposobem na życie.

PO: Tego zespołowi życzę. Przyczepię się jednak do sprawy Marka Grechuty, którego bardzo cenię. Zaryzykuję jednak, że dziś, w czasach absolutnej komercji nie byłby już Markiem Grechutą jakiego znamy. Dlatego, że tworzył i działał przede wszystkim w okresie Polski Ludowej. Wtedy należał do pewnego establishmentu artystycznego. W tamtych czasach to się nie przeliczało wprost na pieniądze, ale na pewne przywileje. Nie wiem zatem czy dziś twórczość Marka Grechuty i zespołu Anawa byłaby w cenie.

AB: Zgadzam się, że w tamtych czasach to wyglądało zupełnie inaczej. Mi chodzi przede wszystkim o stopień popularności. Trudno spotkać osoby, które by nie znały piosenek Grechuty. Jestem przekonany, że gdyby Marek Grechuta, dokładnie taki sam jak w tamtych latach, zaczął dziś śpiewać – odniósłby ogromny sukces.

PO: Marzycielstwo bez poprawek na czynniki zewnętrzne. Dobrze. Alku, wszyscy mieliśmy idoli. Ja Freddiego Mercury’ego, dziewczęta kochały się w Jimie Morisonie, Kurcie Cobainie, ktoś nad łóżkiem miał plakat New Kids On The Block. Ci idole w wieku 30 lat osiągali już bardzo wiele a niektórzy wszystko. Przedstawiciele tzw. „klubu 27” przed 27. rokiem życia wybudowali sobie „pomniki” i pożegnali się z tym światem. Nie czujesz, że robi się późno? Że po 30-tce powinno się być w innym miejscu? Mieć na koncie kilka świetnych płyt, intratny kontrakt z wytwórnią albo być ministrem kultury, albo senior managerem, chief executive officerem – cokolwiek to znaczy?

AB: Pytanie jest trafne. Wiele razy je sobie zadawałem. Patrząc na tych wielkich idoli rodzi się refleksja, że jest późno, że powinno się być w innym miejscu a nie zaczynać. Z drugiej strony trzeba się pogodzić, że nie będzie się idolem gimnazjalistek, ale nigdy chyba nie jest za późno. Są artyści, którzy bardzo późno wychodzili ze swoją muzyką. Z drugiej strony nie dążę do tego, żeby być tak bardzo rozpoznawalnym i podziwianym tylko chciałbym, żeby muzyka była moją realizacją, to nie znaczy oczywiście, że w oderwaniu od odbiorcy, ale nie chciałbym już być wariującym na scenie marzeniem nastolatek.

PO: Zespół Stare Dobre Małżeństwo, pewnie stylistycznie wam bliski, śpiewa „jest już za późno” i dopowiada „nie jest za późno” – te głosy się uzupełniają. Dedykuję wam ten utwór z tekstem, zdaje się, Edwarda Stachury.

Potrafisz ze słuchu zagrać pewnie wszystko – na wielu instrumentach. To znaczy, że jesteś w stanie porozumieć się muzycznie z innym sprawnym wykonawcą – np. w czasie jam session. Sądzę, że muzyka uczy zatem harmonii – nie tylko opartej na nutach – ale także tej codziennej, życiowej. Popraw mnie, jeśli się mylę i powiedz, proszę, czego jeszcze uczy muzyka? Jakie wymagania stawia – wymagania które kształtują przede wszystkim charakter?

AB: Zacznę od dziwnej strony. Pierwszy komentarz jest oczywisty – kontakt z muzyką zaszczepia wrażliwość. Tworzy się przedziwny mit, jakaś tajemnica, z którą człowiek obcuje, będąc dzieckiem. Styka się z czymś poważnym, w co wkracza, zaczyna być częścią tego ogromu, czegoś wręcz mistycznego. Jednocześnie muzyka we mnie ukształtowała kodeks postępowania zawodowego, którego musiałem przestrzegać od najmłodszych lat. Bez względu na to ile lat ma muzyk, są pewne zasady – np. jak nie możesz zagrać, to musisz znaleźć zastępcę. Jeśli się zobowiązałeś – to coś znaczy. To było dla mnie bardzo ważne, bo od razu zderzyło mnie z takim myśleniem, które jest bardziej domeną życia dorosłego. Harmonia, o której powiedziałeś – to niezwykle istotne. To prajęzyk, którym można się porozumiewać ponadkulturowo. Chyba najbardziej fascynujące są spotkania z muzykami z innych krajów. Będąc w Rumunii miałem możliwość grania z tamtejszymi muzykami na ulicy. Oni grali na mandolinie i gitarze. Ja wyjąłem fujarkę i zaczęliśmy razem grać. Dla mnie takie spotkanie jest za każdym razem czymś fascynującym.

PO: Retrospektakl – ambitny projekt muzyczny z sukcesami. Kiedy wymarzony debiut płytowy?

AB: Doskonałe pytanie. Proszę o następne (śmiech). Płyta się odwlekała. Zespół miał pewne zawirowania. Teraz stajemy z powrotem na nogi. Ukończenie albumu się przybliża. Mam nadzieję, że w ciągu dwóch miesięcy zamkniemy prace – taki jest plan.

po
fot: Aleksander Baszun/Facebook

Powiązane artykuły

Komentarze