News-Serwis

Teatr im. Szkockiej Suczki

Przymus

Przymus
25 stycznia 2016
07:30

Swego czasu zostałem poproszony o opinię w następującej sprawie. Aktorzy, mając za sobą ponad połowę przewidzianego na przygotowanie przedstawienia czasu pracy, oddali role, zgodnie uznając, że zadanie przerosło młodego reżysera, który rozpoczął realizację nieprzygotowany; i skoro on nie wie, o co mu chodzi – nie wiedzą tego także wykonawcy. Prawo zwyczajowe mówi, że zrezygnować z udziału w spektaklu można nie później niż po 7 próbach. Regulamin tamtego, konkretnego , teatru wydłużał ten czas do 10. Tak czy owak, dyrektor miał prawo wyciągnąć wobec buntowników konsekwencje dyscyplinarne bądź zmusić ich do kontynuowania mozołu przy wspomnianej produkcji.

Odpowiedziałem tak: efekt pracy ludzi, którzy nie wierzą w to, co robią, nietrudno przewidzieć (szczególnie, gdy mamy do czynienia z twórczością, za przeproszeniem, artystyczną). To będzie katastrofa. Dyrektor ma zatem 2 wyjścia: zrezygnować z danej pozycji (wtedy jednak przepadną zaliczki, wypłacone realizatorom) albo zachować się tak, jak najczęściej jego koledzy robili od niepamiętnych czasów w podobnych sytuacjach, czyli dokończyć ją sam. I na pewno nikogo nie powinien karać. Chyba, że samego siebie za brak wyobraźni przy podejmowaniu decyzji personalnych (dyrektora usprawiedliwiał jakoś dość młody wiek i krótki staż na stanowisku).

Kiedy w ponurych czasach przymusowej branki mundurowy lekarz zajrzał mi na komisji wojskowej tam, gdzie miałem ”zaszczytny, patriotyczny obowiązek wobec ludowej ojczyzny” zmarnowania roku życia (zakładałem, że skończę studia, w przeciwnym wypadku byłyby to 2 lata) w koszarach i zapytał: „W jakim rodzaju wojska chcecie służyć?” – odpowiedziałem: „W żadnym”. Nie dlatego, że nie rozumiałem konieczności istnienia armii. Moje słowa znaczyły tyle: jako żołnierz będę dla niej tylko kłopotem, w żadnym wypadku wsparciem; weźcie sobie kogoś, kto podejmie się żołnierskich obowiązków z oddaniem. Chętnych znajdziecie bez kłopotu. Pan od strategicznych detali anatomii poborowych zaczął, wściekły, wrzeszczeć, że on już się postara zapakować mnie w kamasze. Ale na pogróżkach się skończyło. Okazałem się inteligentniejszy od systemu opartego na przymusie.

Gdy byłem w klasie maturalnej ciało pedagogiczne ogłosiło, że na studniówkę chłopcy muszą przyjść w garniturach. Oświadczyłem więc, że w potańcówce udziału nie wezmę. Byłem wówczas kontestatorem. Nosiłem włosy do pasa i niczego obrzydliwszego niż sztywny, mieszczański garnek nie mogłem sobie wyobrazić. Dziś, gdy mam taką fantazję, wkładam marynarkę, zawiązuję krawat, zapinam muszkę. Robię to jednak dobrowolnie, bawię się ubraniem. Mam z tego przyjemność.

Ze szkolnych czasów w minionym ustroju pamiętam akademie upamiętniające kolejne rocznice Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Przymus czczenia tejże, uczestnictwa w pierwszomajowych pochodach, świętowania 22 lipca manifestu PKWN sprawił, że wszystko to stało się pustym obrzędem, rytuałem odprawianym tylko po to, żeby nie mieć kłopotów. Rządzący, skądinąd, nie tylko zdawali sobie sprawę ze stosunku ludu do owych narzuconych ceremonii, ale sami sprawiali wrażenie głęboko w nie niewierzących. Chodziło wyłącznie o pozory, potrzebne władzy do utrzymania władzy. Gdy słyszę dziś o planach wprowadzania do szkół specjalnych, patriotycznych programów i zwiększenia dawki tego typu treści w publicznych mediach – mam nieodparte wrażenie powtórki z rozrywki. To, że zmienił się ideologiczny wektor nie ma żadnego znaczenia. Efekt musi być identyczny, czyli odwrotny od założonego. Planującym te szczytne reformy polecam, nim je wdrożą, uważne wysłuchanie piosenki Tadeusza Nalepy z tekstem Bogdana von Loebla „Nie można kochać na rozkaz, nie można tańczyć na baczność”. No, chyba że, jak niegdyś, chodzi o matriks.

pebejot

Piotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

fot. simpleinsomnia/Flickr

Tagi
Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze