News-Serwis

Kultura i Styl życia

„Przygoda na Mariensztacie”, czyli barwy polskiego kina

„Przygoda na Mariensztacie”, czyli barwy polskiego kina
25 stycznia 2016
15:29

Dziewczyna miesza wapno i piach, Warszawa rośnie, miłość kwitnie. 62 lata temu w polskiej kinematografii nastąpił przełom. Na ekrany kin weszła komedia muzyczna „Przygoda na Mariensztacie” – pierwszy polski film barwny. Lżej strawna propaganda PRL.

W Polsce Ludowej lat 50-tych wyścig trwał nieustannie. Zabiegano w pocie czoła o jak najlepsze wyniki – przede wszystkim na niwie prac budowlanych. Starano się ścigać również z Zachodem, choć tu pole Warszawa oddawała raczej „wielkiemu bratu” z Moskwy. Ważnym orężem w tej wojnie ideologicznej były teksty kultury. Literatura, malarstwo, piosenka, film – za ich pomocą dowodzono wyższości socjalizmu nad „zgniłym kapitalizmem”. W takim boju trzeba było iść naprzód z żywymi i z duchem czasu – lub niepostrzeżenie nadrabiać zaległości.

YT/SS

kadr z filmu

Amerykanie barwną kinematografią zajmowali się już w latach 20-tych. W Polsce przed wojną w kolorze wyprodukowano kilka krótkometrażowych dokumentów, ale w świat w barw rodzima kinematografia (ani nawet fotografia) na dobre nie weszła. Po wojnie zachodnia cywilizacja uciekała, zburzona Warszawa dźwigała się z gruzów, a propagandowa machina potrzebowała paliwa. Film według scenariusza Ludwika Starskiego miał być przebłyskiem nowoczesności i mocnym, propagandowym uderzeniem. – Musimy pamiętać w jakich czasach ten film powstał. Były to lata odbudowy zrujnowanej po wojnie Warszawy. Bardzo modne było wówczas propagandowe hasło „Cały naród buduje stolicę”. Bohaterowie filmu to właśnie budowniczowie, którzy przyjechali do Warszawy by pomagać przy budowie nowych osiedli. Poza tym był to okres największego rozkwitu socrealizmu – podkreśla Michał Pieńkowski, Filmograf z Filmoteki Narodowej.

„Przygoda na Mariensztacie” była zatem propozycją idealną. – Przede wszystkim ukazywała potęgę naszego narodu, jego zdolność do mobilizacji. Do dziś wielkie wrażenie robią panoramiczne ujęcia ukazujące gigantyczne place budowy obejmujące całe dzielnice. Poza tym film pokazuje sprawę bardzo wówczas aktualną: kobiety pracujące w fachach, które dotychczas zarezerwowane były wyłącznie dla mężczyzn. Propaganda tamtego ustroju kładła na to bardzo duży nacisk – tłumaczy Pieńkowski i dodaje, że „Przygoda na Mariensztacie” była sztandarową produkcją epoki. – Można ją wręcz nazwać superprodukcją – przekonuje znawca polskiej kinematografii.

kadr z filmu

kadr z filmu

Na cele propagandowe nie szczędzono zatem kosztów. Nad Wisłą kolorowe taśmy, mimo że nie zachodnie, a ze Związku Sowieckiego, były rzadkością – przede wszystkim z uwagi na ich wysoką cenę. Przez kolejne dekady kręcono filmy czarno-białe – tańsze, do których zresztą polski widz był przyzwyczajony.

– Czarno-białe filmy były wtedy czymś oczywistym, a te kolorowe były swego rodzaju nowinką techniczną, czymś bardziej ekskluzywnym – tłumaczy Michał Pieńkowski.

kadr z filmu

kadr z filmu

 

W „Przygodzie na Mariensztacie”, która jest filmem muzycznym, występuje zespół Mazowsze. Grupy ludowe były w latach 50-tych bardzo popularne i wspierane przez władze. Muzykę do superprodukcji PRL skomponował Tadeusz Sygietyński, założyciel Mazowsza. Teksty piosenek napisał Ludwik Starski, ojciec Allana Starskiego, znanego scenarzysty.

Choć młode pokolenie „Przygody na Mariensztacie” mogło nigdy nie widzieć, to piosenkę z tej produkcji – „Jak przygoda to tylko w Warszawie” – zna każdy. – Jej ekranową wykonawczynią była Lidia Korsakówna, aktorka, która pierwsze kroki stawiała właśnie w Mazowszu. Korsakówna grała w tym filmie główną rolę, jednak w piosenkach głosu użyczyła jej koleżanka z Mazowsza, Irena Wiśniewska, znana później jako Irena Santor – zdradza Michał Pieńkowski.

Główną rolę, obok Lidii Korsakówny (Hanki Ruczaj), zagrał Tadeusz Schmidt (Janek Szarliński). Film wyreżyserował Leonrad Buczkowski. Premiera odbyła się 25 stycznia 1954 roku.

Mariensztat był pierwszym powojennym osiedlem mieszkaniowym oddanym do użytku. Jego uroczystego otwarcia dokonano 22 lipca 1949 roku. W tym samym dniu uruchomiono Trasę W-Z, a król Zygmunt powrócił na kolumnę.

Piotr Otrębski

Powiązane artykuły

Komentarze