News-Serwis

Wywiady

Pomagać ludziom w pomaganiu. Rozmowa z księdzem Jackiem Stryczkiem, organizatorem projektu Szlachetna Paczka

Pomagać ludziom w pomaganiu. Rozmowa z księdzem Jackiem Stryczkiem, organizatorem projektu Szlachetna Paczka
11 grudnia 2015
16:10

W ten weekend odbywa się finał piętnastej edycji ogólnopolskiego projektu Szlachetna Paczka, w ramach którego ponad dwadzieścia tysięcy potrzebujących rodzin otrzyma pomoc materialną. Z tej okazji zapytaliśmy głównego organizatora projektu – księdza Jacka Stryczka – o jego charakterystyczne podejście do pomocy bliźnim oraz samą Szlachetną Paczkę.

RP: Czym różni się piętnasta, jubileuszowa edycja Szlachetnej Paczki od poprzednich?

JS: Tym, co wyróżnia piętnastą edycję jest większa liczba rodzin, do których trafią paczki. Mimo, że naszym ideałem nie jest oczywiście to, żeby Paczka się rozwijała, bo społeczeństwo jest coraz biedniejsze – chcemy czegoś wręcz odwrotnego. Tym razem paczek będzie ponad 20 tysięcy. Z każdym rokiem uczymy się coraz lepiej diagnozować taką biedę, której Paczka pomaga. Paczka nie pomaga bowiem każdej biedzie. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do otrzymywania pomocy, bo wygląda na biednego – staje się w pewnym sensie zdobywcą łupów. Nie chcemy pomagać takim ludziom. Staramy się natomiast docierać z pomocą do ludzi, którzy walczą o przetrwanie i chcieliby zmienić swoje życie. Zależy nam na wzmocnieniu potencjału takich osób. Nowością jest również to, że w tym roku w ramach Szlachetnej Paczki jeżdżę po Polsce z odczytami na temat tego, jak zarabiać. To początek pracy, ponieważ w najbliższych latach chcemy, żeby Paczka systemowo uczyła nie tylko rodziny w potrzebie, ale wszystkich w Polsce jak zarabiać albo jak zarabiać więcej. Odpowiedzią na biedę jest zaradność życiowa i przedsiębiorczość, nie zaś wciąż więcej i więcej pomocy. Poza tym w Paczkę można się zaangażować na wiele sposobów. Istnieje Akademia Przyszłości, można zostać filantropem przez regularne wpłaty…

RP: Mógłby zatem ksiądz krótko wyjaśnić, co przede wszystkim odróżnia Szlachetną Paczkę od innych inicjatyw charytatywnych?

fot. materiały promocyjne

fot. materiały promocyjne

JS: Odróżnia wiele, a przede wszystkim to, że tylko pozornie jest to projekt charytatywny. Charytatywność oznacza pomoc bezpośrednią, natomiast Szlachetna Paczka to projekt, który – owszem – polega na tym, że darczyńcy obdarowują rodziny w potrzebie, ale polega również na bezpośrednim kontakcie wolontariuszy z rodzinami, rozwoju wolontariuszy. Sądzę, że Szlachetna Paczka to przede wszystkim wielkie dzieło jednoczenia się darczyńców i budowania tak zwanego kapitału ludzkiego. To projekt który wpływa na bieg życia wszystkich, którzy biorą w nim udział: począwszy od obdarowywanych rodzin, przez wolontariuszy, skończywszy na darczyńcach. Nasze kampanie społeczne mają też zmieniać sposób patrzenia społeczeństwa na świat, na biedę. My, jako organizacja, skupiamy się nie tyle na biednych, co raczej na pomaganiu darczyńcom w pomocy. Sam zwykłem mówić, że kocham bogatych. Odkryłem kiedyś, że naturalne dla każdego człowieka jest to, że chce pomagać. Wielu ludzi nie ma czasu, nie wie komu pomagać, nie wie jak, i chciałoby pomagać – że się tak wyrażę – w dobrym standardzie. Widzimy naszą rolę w umożliwieniu takiego niesienia pomocy wszystkim tym, którzy sami chcą pomagać.

RP: Czy w 2001 roku, kiedy rozpoczynała się przygoda ze Szlachetną Paczką, spodziewał się ksiądz, że inicjatywa nabierze właśnie takiego charakteru?

JS: Tak, taki właśnie był mój pomysł od samego początku. 2001 rok i kilka lat wcześniej to był okrutny czas w historii naszego kraju. Wielu ludzi historyczne zmiany zmiotły z biegu życia społecznego. Jedni wpadali w skrają biedę, a inni bogacili się, ale byli skoncentrowani tylko na sobie, mieli w sobie pogardę dla tych, którym się nie udało. Wytworzył się z tego pewien impas społeczny. Pomyślałem, że gdyby najzamożniejsi Polacy podzielili się używanymi rzeczami z taką samą liczbą najbiedniejszych – mówię tu o najbardziej dotkliwej biedzie, takiej, kiedy brakuje pieniędzy na jedzenie i środki czystości – to w naszym kraju nie byłoby ubóstwa. Szlachetna Paczka od początku była systematycznie wdrażana jako rozwiązanie systemowe. Wymagało to oczywiście czasu. Na początku nie było łatwo znaleźć darczyńców. Ludzie nie byli pewni czy chcą się tak bardzo angażować. Jak mówiłem, był to kraj dorobkiewiczów.

RP: Często myśli ksiądz o tym, że się udało i na ile się udało? Szlachetna Paczka stała się inicjatywą ogólnie rozpoznawalną – ludzie wiedzą, co to za projekt i jakie mniej więcej są jego założenia. Jakie to uczucie: zasadzić drzewo i patrzeć jak dzięki pracy własnej i pracy wielu innych osób wydaje ono owoce?

JS: Nie wiem jak to zabrzmi, ale wcale nie chodzi o to, że jestem dumny ze Szlachetnej Paczki. Bieda i problemy ludzi zawsze bardzo mnie dotykały. Na początku starałem się sam rozwiązywać te problemy. Dzięki Szlachetnej Paczce mam po prostu świadomość, że więcej rodzin w potrzebie otrzymuje pomoc. Cieszy mnie również druga strona medalu – zaangażowanie wolontariuszy i darczyńców. Chcę widzieć owoce Paczki w tym, że przyczynia się ona do zmiany w społeczeństwie, że dzięki Paczce ludzie chcą sobie wzajemnie pomagać. Nie chcę, żeby Szlachetna Paczka była pomnikiem, chcę żeby była samym życiem.

RP: Ile mniej więcej osób jest zaangażowanych w Szlachetną Paczkę?

JS: W tym roku zrekrutowanych jest około 11 tysięcy wolontariuszy. Są to osoby, które idą bezpośrednio do rodzin w potrzebie. Mamy struktury na poziomie ogólnopolskim, wojewódzkim, regionalnym i lokalnym. Jesteśmy prawie wszędzie, jesteśmy w powyżej 90 % miast powyżej 25 tysięcy mieszkańców. Zwykle podczas finału paczkowego zasila nas jeszcze kilka tysięcy dodatkowych osób – kierowców i innych pomocników. Szacujemy, że w tym roku ogólnie w projekt będzie zaangażowanych ponad milion osób. Zobaczymy po finale.

RP: Operujecie więc na bardzo dużych liczbach.

JS: Mamy zasadę, że najpierw robimy coś na małą skalę, a później to multiplikujemy. Zajmujemy się rozwiązaniami systemowymi.

fot. Agnieszka Ożga-Woźnica

fot. Agnieszka Ożga-Woźnica

RP: Bardzo widoczne jest, że w akcję angażują się osoby publiczne i że zależy wam na ich udziale. Dlaczego?

JS: Zauważyłem kiedyś, że media chętnie zajmują się skandalami, ale kiedy ktoś chce opowiadać o czymś dobrym – taka treść nie cieszy się popularnością. Ja z kolei zajmuję się komunikacją, PR-em. Próbowałem nawet napisać doktorat w tym obszarze. Doszedłem więc do wniosku, że jeżeli ktoś nie stworzy mody na pomaganie to w mediach nadal będą dominowały narracje negatywne. Zaczęliśmy wyciągać na światło dzienne (czyli do mediów) osoby, które angażują się w pomoc innym. Takie osoby jednak bardzo często uciekały od mediów według reguły „niech nie wie lewica, co czyni prawica”. Wydawało im się, że rozgłos obniżyłby rangę ich zaangażowania. My zaś przekonywaliśmy ludzi, żeby się chwalili. Pokazywaliśmy znane osoby po to, żeby uczynić pomaganie czymś atrakcyjnym. Polska znajduje się na ostatnich miejscach w Europie pod względem zaangażowania społecznego, wolontariatu. Wciąż mamy wiele naleciałości PRL-u, gdzie to państwo pomagało, nie ludzie. U nas część społeczeństwa nadal chciałaby, żeby pomagało państwo. Działamy więc celowo. Inna sprawa, że zaczęliśmy pytać znanych ludzi, szczególnie sportowców, o rzeczy, o które nikt inny ich nie pytał. Na przykład o ich zmaganie się z przeciwnościami losu, radzenie sobie z porażką. Chcemy mówić o tym, że sukces to nie jest banalna rzecz i nie przychodzi sam. Zwykle jest on poprzedzony wysiłkiem, problemami, cierpieniem, a nawet porażkami. Droga sukcesu jest dostępna dla wszystkich, nie tylko dla nielicznych.

RP: Czy współpracę z którymś z tych ludzi sukcesu z jakichś względów szczególnie ksiądz wspomina?

JS: Jest wiele takich osób. Na przykład z Grzegorz Turnau, który był jedną z pierwszych osób jakie nam zaufały i nakręcił nam spot reklamowy. Ostatnio rozmawiałem z Mariuszem Czerkawskim, który wywodzi się z Tychów i właśnie tam pojechał, żeby wesprzeć swoją pierwszą potrzebującą rodzinę. Pojechał osobiście i tak się przejął losem tych ludzi, że związał się z tą rodziną na dłużej – sfinansował im nawet remont mieszkania. Szymon Majewski z żoną robili paczkę jeszcze zanim my się o tym dowiedzieliśmy i zaprosiliśmy ich do projektu. Zresztą nie on jeden spośród znanych osób wypatrzył nas wcześniej niż my zaproponowaliśmy współpracę jemu. Było tak też na przykład z Anną Muchą. To tacy ludzie są przecież naszą grupą docelową. Ludzie, którzy są zajęci, chcą pomagać, ale nie wiedzą jak najlepiej to zrobić.

RP: A może na koniec naszej rozmowy podzieliłby się ksiądz jakąś historią związaną ze Szlachetną Paczką, która szczególnie zapadła księdzu w pamięć?

JS: Szlachetna Paczka cała składa się z historii. Powiem jednak o pewnym byłym pracowniku telewizji publicznej w Krakowie, który mieszkał niedaleko mnie. U niego w mieszkaniu nie było prądu – jeśli miał światło w nocy, było to światło ulicy. Nie odcięli mu jeszcze gazu, więc ogrzewał mieszkanie otwierając piekarnik. W mieszkaniu pełno książek. On był już starszym człowiekiem. Okulary jak denka od butelek, myślę, że ledwo widział. Wolontariusze zapytali tego człowieka, czy ma jakieś marzenie, czy chciałby dostać coś szczególnego. Odpowiedział, że tak – słownik wyrazów obcych. Dla mnie to opowieść o tym, że każdy chce mieć przed sobą przyszłość.

RP: Myślę, że ta historia świetnie koresponduje z tym, co chcielibyście wraz ze Szlachetną Paczką robić i do jakich ludzi chcielibyście trafiać. Dostał ten słownik?

JS: Oczywiście! Słownik i dużo więcej.

Rozmawiał: Radek Pulkowski

fot. Agnieszka Ożga-Woźnica

Powiązane artykuły

Komentarze