News-Serwis

Teatr im. Szkockiej Suczki

Odlecieć z kurami – chapter two

Odlecieć z kurami – chapter two
30 listopada 2015
15:05

Lotnisko w Osz okazało się betonowym pasem w stepie. Ponieważ transport walizek z samolotu do, położonej może 30 metrów dalej, hali dworca lotniczego (przypominającej gabarytami i estetyką polski, osiedlowy garaż) trwał bardzo długo – postanowiłem, uparty, zrealizować swoją burżuazyjną zachciankę i, jak co dnia, rozpocząć poranek kawą. Poszedłem do bufetu. Okazała dama przyjęła moje zmówienie bez sprzeciwu. Zapłaciłem i otrzymałem szklankę typu musztardówka z papierową saszetką na dnie. Domyśliłem się, że zawiera kawę. Co kraj, to obyczaj – pomyślałem.

Problem polegał na tym, że w naczyniu nie było wody.
– A kipiatok gdie? – zapytałem.
– W wot zdies’! – bufetowa wskazała mi wielki, samoobsługowy, jak się okazało, samowar.
Wrzątek – inaczej niż w znanym rosyjskim dowcipie – okazał się nie chołodnyj, lecz przeciwnie: wrzący. Poparzył mnie, pryskając, gdy podstawiłem szklankę i przekręciłem kurek. – Kawa była zbożowa.

Potem przyjechał autobus, który zabrał nas do położonego w odległości – jeśli mnie pamięć nie myli – około 200 kilometrów, Andiżanu – miasta, gdzie urodziła się Anna German. Większość szyb w pojeździe była wybita. W podłodze rdza wyżarła dziury wielkości dłoni. Całe szczęście. Droga przez pustynię, a na zewnątrz ze 40 stopni w cieniu – obieg powietrza był bezwzględnie wskazany. Podróż przez faliste pustkowie trwała cały dzień. Z góry jakoś się toczyliśmy. Przed wzniesieniami jednak automobil dostawał zadyszki i często, by dostać się na szczyt, trzeba było wysiąść i iść obok.

Zakwaterowano nas w hotelu z basenem. Na najwyższych dwu kondygnacjach – trzeciej i czwartej. Basen widziałem
z okna. Miały tam nieskrępowany dostęp i załatwiały do zbiornika swoje potrzeby fizjologiczne okoliczne dzieci. Okazało się przy tym, że woda w kranach przez większą część doby dociera tylko na parter i pierwsze piętro. Przyczyna wyszła na jaw już pierwszego wieczoru. Usłyszałem z dworu przenikliwy gwizd. Wyszedłem na balkon. A wraz ze mną, na balkony drugiego i trzeciego piętra, młode, barwnie ubrane panie. Gwizdał lustrujący wzrokiem górną część budynku mężczyzna. Po chwili wskazał jedną z kobiet, a ta krzyknęła: – Dwadcat’ piat’. – I znikła w swoim pokoju, jak pozostałe, a mężczyzna wszedł do gmachu.
Bezdyskusyjnie: niewiastom z dwu pierwszych kondygnacji woda była o wiele bardziej potrzebna, niż rezydującym wyżej turystom. Zeszliśmy do restauracji na pierwszą kolację. Obrusy (!) miały na sobie warstwę z wielu tygodni, jeśli nie miesięcy. Ktoś zwrócił na to uwagę kelnerowi. Ten zdziwił się zdziwieniu i przewrócił jedną z tkanin na drugą stronę. Jeszcze wyrazistszą.

Nocą odbył się regularny szturm miejscowej ludności – z wchodzeniem po rynnach i balkonach (drzwi hotelu późnym wieczorem zamykano) – na nasze pokoje. W Moskwie usłyszeliśmy od przewodnika, że tam, dokąd lecimy, nie ma punktów wymiany walut, więc transakcji należy dokonać przed odlotem – co zrobiliśmy. W Uzbekistanie było wówczas prawo pozwalające na wyjazdy zagraniczne tylko tym, którzy mają wymienialne pieniądze. Dla gospodarzy prawdopodobnie wszyscy inostrancy byli źródłem zaopatrzenia w to dobro. Uzbecy nie chcieli uwierzyć, że dolarów naprawdę już nie mamy.

Z pierwszego zwiedzania miasta pamiętam agresywne zaczepki, związane z tym, że ubrany byłem w szorty, co uznano za skrajnie nieprzyzwoite. Mnie jednak, jako mężczyznę, potraktowano jeszcze ulgowo. Dla dwu młodych, podróżujących z nami Szwajcarek ubranych w krótkie, obcisłe leginsy – wyjście do miasta skończyłoby się linczem albo gwałtem. Uratowała je obecność pozostałych członków grupy.

Za odzieżowy upór (przez cały pobyt nie zmieniłem sposobu ubierania się) zostałem jednak przez strzegące moralności, miejscowe wyższe siły ukarany. Pojechaliśmy w góry Tien-szan. Był upał. Kiedy jednak wjechaliśmy autobusem (jakimś innym) i kolejką linową na wysokość 3500m, lato zmieniło się nagle w zimę. – A ja miałem na sobie jedynie rzeczone szorty, podkoszulek i sandały.

Piszę to wszystko najszczerzej ową wyprawą zachwycony. Sądzę, że, na przykład, wielu Amerykanów gotowych byłoby zapłacić za taką egzotykę naprawdę dużo. Luksusowe hotele są na całym świecie identyczne. Samoloty, autokary i restauracje również. I tak dalej, i tak dalej. Surrealizmu poradzieckiej rzeczywistości nie wymyśliłby nikt nawet w Hollywoodzie. Takich zwierząt nie ma. A były. I są.

pebejot

Piotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

fot. Panorama Tien-szan/Tian Shan/Flickr/CC BY 2.0

Tagi
Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze