News-Serwis

Kultura

Odlecieć z kurami – chapter one

Odlecieć z kurami – chapter one
27 listopada 2015
12:03

Podróżować po świecie zacząłem wcześnie, jako młodzieniec, jeszcze za poprzedniego ustroju. I nawet wtedy, gdy wyjazd do Paryża czy Amsterdamu był u nas powszechnym marzeniem, uważałem – na podstawie doświadczenia – że peregrynacje w kierunku wschodnim są znacznie atrakcyjniejsze. Bo na Zachodzie, owszem, przyjemnie: bogactwo, luksus, obfitość – wszystko jednak wyczyszczone, uporządkowane, przewidywalne. Żadnych niespodzianek. Za to po przeciwnej stronie…

Podróżować po świecie zacząłem wcześnie, jako młodzieniec, jeszcze za poprzedniego ustroju. I nawet wtedy, gdy wyjazd do Paryża czy Amsterdamu był u nas powszechnym marzeniem, uważałem – na podstawie doświadczenia – że peregrynacje w kierunku wschodnim są znacznie atrakcyjniejsze. Bo na Zachodzie, owszem, przyjemnie: bogactwo, luksus, obfitość – wszystko jednak wyczyszczone, uporządkowane, przewidywalne. Żadnych niespodzianek. Za to po przeciwnej stronie…

Jakoś krótko po likwidacji ZSRR postanowiłem zobaczyć Bucharę i Samarkandę. W jednym z biur znalazłem wycieczkę do Uzbekistanu. Via Moskwa. Do stolicy byłego kraju rad jechało się pociągiem. Trasę tę pokonywałem już wcześniej kilka razy. Ciekaw byłem, czy po przestawieniu na Kremlu dziejowej zwrotnicy zobaczę rano, po całonocnej podróży, to, co zawsze?

Po prawej stronie – jeśli usiąść w kierunku jazdy – gdzieś na pograniczu Białorusi i Rosji, ukazywał się nagle obraz, którego nic, w tej odludnej okolicy, nie zapowiadało: na ogromnym terenie ułożony był bezlik kolejowych, w nieskończoność rozgałęziających się, torów, na których stało ileś (sto?) zardzewiałych, węglowych lokomotyw różnych modeli – każda z wielką, czerwoną gwiazdą na przodzie, niektóre z pewnością pamiętające jeszcze Leniana. Były!

Ze zwiedzania Moskwy z grupą zrezygnowałem. Znałem to, co było w programie. Pojechałem na Cmentarz Wagańkowski, na grób Wysockiego. Usiłowałem zrozumieć źródło niewyobrażalnej wprost szpetoty pomnika, który postawiono na mogile artysty (rodzina?, wielbiciele?) i wyszło mi na to, że kicz jest zjawiskiem przekraczającym wszelkie bariery: polityczne, narodowe, religijne. Kupioną przy wejściu złotą chryzantemę dołączyłem do morza identycznych, złożonych u stóp monumentu. (Kilka lat później pochowano obok Okudżawę).

Spacerując po mieście trafiłem w okolice jednego z dworców. W Związku Radzieckim przy stacjach kolejowych w wielkich miastach stały zwykle kioski, w których starsi ludzie (zazwyczaj emerytowani profesorowie wyższych uczelni, dorabiający do ubożuchnych emeryturek) sprzedawali dzieła klasyków marksizmu-leninizmu i rozmaite wydawnictwa propagandowe – za symboliczną kopiejkę czy dwie. Pamiętam, że kiedyś kupiłem na prezenty dla znajomyxh reprint plakatu z 1920 r. z hasłem: „Polsza sobakoj Entanty”.

Ciekaw byłem, cze owe przybytki przetrwały zmianę ustroju? Budka stała. Siedziała w niej taka sama, jak niegdyś, emerytka. Zmienił się jednak asortyment, który miała do dyspozycji. Wystawa podzielona była precyzyjnie na dwie, równe części. Z jednej strony miejsce po „Manifeście komunistycznym” w broszurowych wydaniach zajęły prawosławne dewocjonalia, z drugiej produkty przemysłu erotycznego – zabawki, filmy i pisma. Obie kategorie nieobecne w rzeczywistości realnego socjalizmu.

Do Andiżanu mieliśmy odlecieć późnym wieczorem z lotniska Domadiedowo 2. Dotarłem tam nieco wcześniej, chcąc przed podróżą wykąpać się po upalnym dniu. Prysznic był jeden na cały port. Akurat wolny. Pod sitkiem stawało się na czymś w rodzaju drewnianej palety. Szpary między deskami wypełnione były szczelnie różnokolorowymi prezerwatywami. Umycie się przy zachowaniu minimalnego kontaktu ze śliskim podłożem wymagało nie lada ekwilibrystyki. Ktoś z miejscowych wyjaśnił mi, że to ślad działalności pań, świadczących wiadome usługi. Było to ich miejsce pracy.

Potem okazało się, że w samolocie do Andiżanu nie ma tylu miejsc, ilu potrzebujemy. Padła propozycja, że zabrane zostaną same kobiety. Te, czemu trudno się dziwić, nie wyraziły zgody. Wszyscy mogliśmy lecieć do Osz w Kirgistanie, skąd do Andiżanu mógłby nas dowieźć autobus. Kiedy zajęliśmy miejsca, na pokład wkroczyły bazarowe handlarki z resztkami niesprzedanego towaru. Położyły się (!) między fotelami na podłodze, podkładając pod głowy a to skrzynkę z pomidorami, a to kojec z żywymi kurami, a to jakieś inne tłumoczki.

Nad ranem ukazał mi się za samolotowym oknem widok pornograficzny: wschód słońca nad górami Tien-szan na chińskiej granicy. Stewardesy były dużymi, bardzo jaskrawo wymalowanymi, kobietami, współpracującymi z pewnością już z pionierami radzieckiej aeronautyki. Chciałem się przed lądowaniem rozbudzić, więc jedną z nich poprosiłem o kawę. Zwymyślała mnie, oświadczając, że nie jest moją służącą. Na to ja, że jeśli kawy nie wliczono w cenę biletu – oczywiście za nią zapłacę. To tylko pogorszyło sprawę. Lądowałem o suchym pysku.

pebejot
Piotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze