News-Serwis

Felietony

Odcienie kobiecości

Odcienie kobiecości
14 sierpnia 2015
19:39

Nie lubię, kiedy świat jest czarno-biały. Albo inaczej – nie lubię, kiedy próbują mi to wmówić. Bo przecież istnieją szarości, istnieją odcienie pomiędzy i jestem pewna, że jest ich dziesiątki, ba, setki!  Nic nie jest albo takie, albo takie.

Dlatego nie lubię skrajności. Trochę nawet się ich boję. Rozumiecie, nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać, są nieobliczalne. Skrajne poglądy wiążą się ze skrajnymi działaniami i sytuacjami. Więc nie lubię sytuacji albo-albo. Nie chcę wybierać pomiędzy dwoma różnymi światami, mam taki plan, żeby te dwa światy pogodzić. Bo gra jest warta świeczki, w końcu chodzi o sposób na życie.

Można wymieniać w nieskończoność, ale taki przykład najprostszy i mi najbliższy, w końcu jestem kobietą, to postawa kobiety. Feministka kontra kura domowa. Jedna przeciwko drugiej. Obydwie naszpikowane przez ludzi, media i świat stereotypami. Typowa feministka, typowa kura domowa – z czasem nauczyłam się rozumieć, że nie ma czegoś takiego, jak „typowa”. To tylko uproszczenia. Żadna z kobiet nie żyje tak samo. Każda jest inna. I każda wyraża swoje poglądy i swoją postawę po swojemu.

Co myślicie, kiedy czytacie słowo feministka? Albo kura domowa? To dwie przeciwności, które nawzajem się zwalczają? Wielu z Was, mam nadzieję, że nie wszyscy, a nawet nie większość, poleciała teraz stereotypami. W końcu feministki są złe, nienawidzą mężczyzn, nie szanują rodziny, żądają równouprawnienia, ale tylko do momentu, kiedy trzeba wnieść po schodach szafę. A kury domowe, o mój Boże! Bez własnego zdania, zakopane w garach i pieluchach, wypalone, bez pasji i bez pracy, kobiety umęczone i poświęcone rodzinie, przedkładające dobro męża nad swoje, zaniedbane i źle ubrane.

Przy tej wyliczance jednak zapominamy, że między tymi pozornie przeciwnymi typami kobiet jest jeden wspólny mianownik – właśnie kobieta. Feministka czy pani domu, nieważne. Jest taka sama, jeśli tylko odłożymy stereotypy na bok i popatrzymy na każdą z nich indywidualnie. To nasze – kobiece – wybory życiowe decydują, bliżej którego określenia jesteśmy. Ale nie mogą sprawiać, żeby wrzucano nas do jednego worka.

Moje połączenie dwóch przeciwnych światów to właśnie to. Niezależna, pracująca i z pasją, kochająca żona, matka trójki dzieci, kucharka i kochanka w jednym. Tak to widzę. W końcu tych odcieni szarości jest mnóstwo, prawda? Każda znajdzie miejsce dla siebie. I jakiekolwiek wybierze, należy jej się szacunek. Bo ta „silna i niezależna kobieta”, z której tak lubi się kpić, może kochać tak samo, jak ta, która tonie w pieluchach, zupkach i kaszkach. Ta silna i niezależna kobieta może być matką, żoną i kochanką. Tak samo jak kura domowa może być dobrym pracownikiem, kreatywną osobą i uśmiechniętą, spełnioną kobietą.

Nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś kiedyś nazwie mnie kurą domową. Nie poczuję się urażona. W końcu mam najwspanialszego mężczyznę pod Słońcem, o którego lubię i chcę dbać. Kiedyś będzie moim mężem, a wtedy tak samo będzie mi się chciało dla niego gotować, jak teraz. Nie mam nic przeciwko prasowaniu jego koszul. Ale nie mam też nic przeciwko, żeby czasem to on ugotował dla mnie obiad, kiedy to ja wrócę później z pracy. Bo bycie panią domu i pracownikiem z pasją wzajemnie się uzupełnia. Umiejętności, które nabywa się w jednej z dziedzin można wykorzystać w drugiej. I można idealnie połączyć ze sobą te dwie przeciwności. W końcu kto jak kto, ale my, kobiety, potrafimy to doskonale.


Autor: Kinga Kosiba

fot. Chiara Stevanbi / flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze