News-Serwis

Kultura i Styl życia

Najdziwniejsze obyczaje świąteczne świata

Najdziwniejsze obyczaje świąteczne świata
23 grudnia 2015
14:19

Co kraj to obyczaj, również w święta Bożego Narodzenia. Niektóre z tradycji świątecznych kultywowanych na całym świecie są – trzeba przyznać – naprawdę zadziwiające. Niektóre straszne, kolejne śmieszne, jeszcze inne dość obrzydliwe. A przede wszystkim zupełnie inne od tych zwyczajów, które znamy.

Jeżeli spojrzeć na sprawy obiektywnie – również nasze tradycje zapewne mogą wydawać się niektórym niecodzienne. Cudzoziemcowi trzeba by wytłumaczyć, dlaczego w niektórych polskich domach Boże Narodzenie wciąż nie może obejść się bez pomarańczy. Z innej beczki – dlaczego podczas wigilijnej wieczerzy zawsze jest o jedno nakrycie więcej niż obecnych przy stole bliskich. Nawet znana w wielu miejscach na świecie tradycja stawiania choinek również jest trudna do wytłumaczenia. Co ma iglaste drzewko wspólnego z narodzinami Jezusa? Zresztą choinka nie jest nawet rdzennie polską tradycją, podobnie jak większość zwyczajów świątecznych od lat obecnych w naszych domach. Niektóre kraje mają jednak – inaczej niż Polska – tradycje egzotyczne i całkowicie swoje. Czasami tak egzotyczne, że dziwaczne.

Krampus, fot. tribp/Flickr

Krampus, fot.
tribp/Flickr

Mieszkańcy niektórych krajów w święta Bożego Narodzenia lubią się bać. W Austrii na przykład dobrotliwy Święty Mikołaj ma swojego demonicznego odpowiednika. Na imię mu Krampus. Demon ten pochodzi ze starożytnych, pogańskich wierzeń, ale chrześcijańska tradycja już dawno przyswoiła go sobie na stałe. Wygląd Krampusa jest rzeczywiście dość przerażający – pod względem wizualnym to diabeł z zakręconymi rogami, owłosionym ciałem i groźną miną. A co Krampus ma w święta do roboty? Nietrudno się domyślić. Jeśli Święty Mikołaj nagradza grzeczne dzieci świątecznymi podarunkami, to Krampus bije niegrzeczne rózgą. W Islandii straszny jest Jólakötturinn. To kot, ale w niczym nie przypominający sympatycznego pluszaka. Jólakötturinn to wielka kocia bestia, również pochodząca ze średniowiecznych podań. Jakie jest świąteczne zadanie tego przerażającego stwora? Dziś właściwie tylko bycie dekoracją, gdyż mówi się, że strach przed kotem ma sprawić, że Islandczycy będą w święta ładnie ubrani. Kiedyś jednak kocisko straszyło bardziej, miało bowiem wywierać zbawienny dla rodziców wpływ na niegrzeczne dzieci.

Wiedźma Befana w raczej dobrotliwym wydaniu, fot. ho visto nina volare/Flickr

Wiedźma Befana w raczej dobrotliwym wydaniu, fot.
ho visto nina volare/Flickr

Nie wszystkich strachów trzeba się jednak bać. Niektórych nawet nie warto. Weźmy włoską wiedźmę Befanę. Brzydką zupełnie jak większość czarownic, tak brzydką, że aż straszną. A jednak Befana jest dobrą wiedźmą, bo daje dzieciom prezenty. Właściwe nie robi tego w samo Boże Narodzenie, ale pod koniec okresu świątecznego – 5 stycznia, w święto Zwiastowania. Dzieciom we Włoszech bycie grzecznym opłaca się zatem w dwójnasób, ponieważ oprócz Befany, w Boże Narodzenie obdarowuje je również Święty Mikołaj, nazywany z włoska Babbo Natale. Na Ukrainie natomiast nienajlepiej na strachu mogą wyjść ci, którzy boją się pająków. Nasi wschodni sąsiedzi dekorują bowiem choinki między innymi ozdobami przedstawiającymi pajęczyny. Pajęczyna zawieszona na drzewku ma przynieść domowi szczęście w nadchodzącym roku. Zwyczaj ma swój początek w legendzie, która opowiadała o bardzo biednej kobiecie, która nie miała pieniędzy ani niczego, czym mogłaby przystroić bożonarodzeniowe drzewko, co bardzo zasmuciło jej dzieci. Z pomocą przyszedł pewien przyjazny pająk, który sprawił, że po przebudzeniu rodzina, zamiast gołego drzewa, ujrzała przepięknie przystrojoną choinkę. A skoro już przy temacie choinki jesteśmy – na niemieckich drzewkach bożonarodzeniowych można znaleźć wiele bombek w kształcie… ogórków. Dziecko, które pierwsze znajdzie taką bombkę ma często zapewniony dodatkowy prezent gwiazdkowy. A skąd się to wzięło? Otóż zdaje się, że Niemcy po prostu bardzo lubią pikle.

W Indiach choinki nie rosną. Żyje tam natomiast 25 milionów chrześcijan. Jak radzą sobie z powstającym problemem? Malowniczo – dekorują niewielkie drzewka bananowe lub mangowe! Inne roślinne dekoracje nieodłącznie towarzyszą Bożemu Narodzeniu w Meksyku. W tym kraju noc 23 grudnia jest nazywana Nocą Rzodkiewek. Co zdolniejsi Meksykanie rzeźbią bowiem w rzodkiewkach – z warzyw powstają wizerunki postaci i symboli kojarzących się z Bożym Narodzeniem. Zaznaczyć trzeba, że rzeźby takie potrafią być zaskakująco wymyślne i wykonane z niezwykłą starannością. Podczas Nocy Rzodkiewek w niektórych miejscowościach przyznawane są nawet nagrody dla najlepszego rzeźbiarza. Dużo mniej stylowo, ale nie mniej dla nas egzotycznie w porównaniu z Meksykiem wypada Japonia. Mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni niewiele mają wspólnego z religijnymi aspektami świąt Bożego Narodzenia, ale w jakiś sposób przyswoili święta, podobnie, jak przyswajają wiele innych kulturowo obcych treści i symboli z tak zwanych krajów Zachodu. Trudno byłoby się jednak domyślić, co jest najważniejszą japońską tradycją związaną z Bożym Narodzeniem. Otóż, Japończycy z okazji gwiazdki wybierają się na rodzinny wypad do KFC…

Muzykanci z rzodkiewek fot. phylevn/Flickr

Muzykanci z rzodkiewek fot. phylevn/Flickr

Naszego karpia można lubić albo nie lubić, ale najbardziej tradycyjna potrawa świąteczna w Republice Południowej Afryki z pewnością nie dla każdego okazałaby się strawna. Obywatele RPA bowiem, zgodnie z tradycją, święta Bożego Narodzenia czczą jedząc dobrze wysmażone gąsienice Ćmy Cesarskiej. Owad rzeczywiście nie jest tym samym, co kutia czy barszcz z uszkami. Takie danie być może nie zrobiłoby większej różnicy niektórym Słowakom. Ci kultywują tradycję związaną wprawdzie z posiłkiem, ale nie ze zjadaniem go. Zwyczajowa świąteczna kolacja zaczyna się u Słowaków od najstarszego mężczyzny w rodzie. Zanim zacznie on jeść, nabiera na łyżkę porcję jednej z tradycyjnych potraw i ciska nią w sufit. Im więcej przyklei się do sufitu, tym lepiej, bo – według zwyczaju – tym więcej szczęścia spotka rodzinę w nadchodzącym roku. A skoro jesteśmy przy Słowakach, to zahaczmy po sąsiedzku o Czechy. Młode samotne Czeszki robią w wigilię to, co Polki w Andrzejki – wróżą sobie zamążpójście. Mają na to sprawdzony sposób. Po wejściu do domu rzucają one jednego pantofla za siebie. Jeśli spadnie noskiem w stronę drzwi, znaczy to, że rzucająca już niedługo wyjdzie za mąż.

W niektórych krajach Boże Narodzenie wydaje się mieć wiele wspólnego zarówno z narodzinami, jak i ze śmiercią. Na przykład w Portugalii. O ile w Polsce puste miejsce przy stole zostawia się dla nieznajomego przybysza, o tyle w kraju Cristiano Ronaldo i Vasco Da Gamy – dla osoby zmarłej. Pamięć o zmarłym ma zapewnić rodzinie opiekę dusz przebywających w zaświatach trwającą przez cały przyszły rok. W Finlandii natomiast w Wigilię o zachodzie słońca ludzie zwyczajowo odwiedzają groby bliskich zmarłych. W tym przypadku nie ma to związku z żadnym przesądem – to po prostu tradycja podobna do naszych Zaduszek.

Ciekawie prezentują się też tradycje krajów bałtyckich. Na Łotwie zwyczajem jest, że grupki wymyślnie i nieco z pogańska przebranych postaci chodzą od drzwi do drzwi. Mieszkańcy każdego z domów muszą dać im drobny podarek w zamian za błogosławieństwo. Być może jeszcze lepsze jest jednak to, że na Łotwie Święty Mikołaj wcale nie przychodzi z prezentami raz, ale przez 12 świątecznych dni z rzędu! Świątecznym zwyczajem Estończyków jest zaś wspólna, rodzinna wyprawa do sauny. Z Estonii nie tak daleko jest do Skandynawii. W Norwegii podczas świąt Bożego Narodzenia grasują złe duchy i wiedźmy, którym bardzo przydałyby się szczotki, miotły, mopy i inne podobne akcesoria do latania. Ponieważ taka strata uniemożliwiłaby dokończenie świątecznych porządków, norweskie gospodynie domowe każdego roku ukrywają sprzęt sprzątający przed czarownicami, które się na niego czają. Norweskie wiedźmy nie są widocznie równie sympatyczne, jak włoska Befana.

Barack Obama jako Caganer, fot. Athena Lao/Flickr

Barack Obama jako Caganer, fot. Athena Lao/Flickr

Jedzenie jak nic innego kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia niemal na całym świecie. Katalończycy jednak łączą jednak święta nie tyle z jedzeniem, co wręcz odwrotnie – z wydalaniem. W Katalonii kultywowane są aż dwa łączące się z tym tematem zwyczaje świąteczne. Pierwszy wiąże się z uśmiechniętym pieńkiem drzewa nazywanym Caga Tio. Wieczorem 8 grudnia pieniek jest stawiany przy grzejniku czy kominku i owijany czerwonym kocem. Od tej pory aż do świąt dzieci mają traktować kawałek drewna jak zwierzę oraz karmić go drobnymi słodyczami czy orzechami. Taka opieka ma swoje skutki. W pierwszy dzień świąt dzieci śpiewają pieńkowi tradycyjną piosenkę, ten zaś… wydala dla nich drobne prezenty, niewielkie zabawki czy monety. Drugi zwyczaj ma związek ze specyficzną katalońską ozdobą świąteczną. Nazywa się Caganer i jest figurką, która przedstawia kucającą ze spuszczonymi spodniami i defekującą osobę, a także jej pokaźnych rozmiarów stolec. W okresie świątecznych Caganer – lub kilku – obecny jest w każdym szanującym się katalońskim domu. W ostatnich latach modne stało się, żeby figurki przedstawiały znane osoby, na przykład popularnych polityków czy piłkarzy FC Barcelony. Zostanie plastikowym Caganerem nie jest oczywiście dla Katalończyków w żaden sposób obraźliwe. To zaszczyt!

Na wyspach brytyjskich kilka elementów zwyczajowych wiąże się na przykład z tamtejszym tradycyjnym świątecznym puddingiem – ciężkostrawnym deserem, na który mogą składać się mąka, łój wołowy, migdały, trzy rodzaje rodzynków, bułka tarta, cukier, jajka, rum, utarta marchewka, kandyzowane czereśnie czy sok z cytryny. Najbardziej ortodoksyjni miłośnicy Bożego Narodzenia pilnują, by składników w puddingu było dokładnie 13. Liczba symbolizuje rzecz jasna Jezusa oraz dwunastu apostołów. Podczas mieszania puddingu każdy z domowników powinien wypowiedzieć życzenie. Spełni się ono jednak tylko w przypadku jeśli pudding będzie mieszany zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Warto wiedzieć, że jeśli chce się przyrządzić pudding dokładnie według reguł świątecznej sztuki, proces powinien trwać aż 3 miesiące! Deser musi być co tydzień wyjmowany z zimnego miejsca, mieszany i wzbogacany kroplą rumu. Z Anglii przenieśmy się do Walii. Na ciekawe widowisko można natknąć się spędzając Wigilię na walijskiej wsi. Według tradycji odbywają się tam pochody Mari Lwyd. Kim ona jest? Cóż, kukłą o twarzy zrobionej z końskiej czaszki. Teraz zapewne się to nie zdarza, ale dawniej czaszka kukły, którą jeden z mieszkańców wsi niósł od domu do domu bywała prawdziwa, niegdyś należąca do żywego zwierzęcia.

Walijska Mari Lwyd, R. fiend/Wikimedia Commons

Walijska Mari Lwyd, R. fiend/Wikimedia Commons

Około sto lat ma jedna z tradycji świątecznych w Wenezueli. Każdego roku w Wigilię Bożego Narodzenia ulice Caracas, stolicy tego południowoamerykańskiego kraju, są zamykane dla samochodów. Dlaczego? Tradycją stało się, że tego dnia mieszkańcy miasta nie jeżdżą samochodami do kościołów. Co więcej: nie idą do nich, ale jadą na wrotkach lub rolkach! Rolkowe szaleństwo trwa zwykle już od 16 grudnia, jednak na Wigilię przypada jego apogeum. Trzeba przyznać, że wenezuelska tradycja wydaje się nie tylko przyjemna, ale i zdrowa. Poza tym – kto nie ucieszyłby się na widok sunącego na rolkach po ulicy Świętego Mikołaja z wielkim worem obładowanym prezentami?

Radek Pulkowski

fot. fiskadoro/Flickr

Powiązane artykuły

Komentarze