News-Serwis

Teatr im. Szkockiej Suczki

Leni, Zarah

Leni, Zarah
28 grudnia 2015
09:57

Karierę robią artyści utalentowani. Tak zapewne odpowiedziałaby większość zapytanych. Być może jednak niektórzy, po chwili, zweryfikowaliby swój sąd, dodając, że przynajmniej tak być powinno. No właśnie: powinno, bo bywa rozmaicie.

Oczywiście: zdarza się, że skutkiem artystycznego talentu są sława i bogactwo. Ale wcale nierzadko jest tak, że ludzie hojnie wyposażeni pod tym względem przez Pana Boga bądź naturę (proszę wybrać w zależności od światopoglądu) lepią gdzieś na boku te swoje znakomite, artystyczne bałwanki i nie wie o nich pies z kulawą nogą – a jeśli nawet wie, to nie potrafi docenić. Trudno zresztą od psa tego wymagać. Z drugiej strony zawrotne kariery robią niekiedy niebywałe wprost beztalencia. Na sukces składa się tak wiele czynników, wśród których siła przebicia i zbieg sprzyjających okoliczności grają rolę często o wiele istotniejszą niż ów mityczny talent. Nic dziwnego, że artyści starają się, od czasu do czasu, swojemu losowi pomóc.

Leni Riefenstahl zaczynała w latach dwudziestych jako tancerka. Kontuzja uniemożliwiła jej dalsze uprawianie zawodu. Jako wspaniale wysportowana, piękna kobieta, zaczęła grać w filmach. Szczególnego gatunku – wysokogórskich, czyli z akcją, w której podstawową atrakcją jest wspinaczka bohaterów (chciałoby się powiedzieć: nadludzi) na niedosiężne szczyty. Wystąpiłaby pewnie w iluś jeszcze tego typu produkcjach i znana byłaby dziś jedynie bardzo wyspecjalizowanym historykom kina – gdyby nie oferta niejakiego Adolfa Hitlera, który doszedł właśnie – z woli narodu niemieckiego – do władzy. Dostrzegł w artystce idealne wcielenie czysto nordyckiego typu germańskiej kobiety i zaproponował nieograniczone środki oraz awans z odtwórczyni na autorkę. Ograniczona miała być jedynie tematyka dzieł. Ale to zrozumiałe: środki łożyć miał naród, więc filmy Riefenstahl musiały ideologii owego narodu służyć. Film o berlińskiej olimpiadzie z roku ’36 zdobył ileś nagród na międzynarodowych festiwalach. Leni okrzyknięto geniuszem. Wiadomo było o tym zresztą już rok wcześniej, gdy pokazała swą „Siłę woli” – reportaż z norymberskiego partajtagu NSDAP. Środki, których użyła – sposób prowadzenia kamer i montaż – stawiały ją w rzędzie największych rewelatorów kina. Porównywana była – rzeczywiście sprawiedliwie – z Eisensteinem. A potem wybuchła wojna i naród zażądał, by relacjonowała zwycięski marsz niemieckiej armii przez Polskę. By pokazywała narodowi jego tryumf. Zbiegła z frontu po kilku dniach, kiedy zobaczyła zbiorową egzekucję, dokonaną przez bohaterskich przedstawicieli owego narodu na przedstawicielach narodu podbijanego. Po wojnie, w ramach denazyfikacji, zakazano jej tworzenia filmów. W roku ’45 miała 43 lata i była w pełni twórczych sił. W latach siedemdziesiątych zamieszkała na dłużej w Sudanie i stworzyła serię niezwykłych fotografii plemienia Nuba. W roku 2000, jako 98-letnie kobieta, przeżyła katastrofę lotniczą (drugą w swoim życiu). Gdy tylko pozrastały się jej liczne złamania – wróciła na rafę koralową, by skończyć zdjęcia do filmu przyrodniczego, pływając z kamerą w kombinezonie nurka. Premierę zapowiadała w jednej z niemieckich telewizji w swe setne urodziny. W przedziałku utlenionych włosów widać było ciemne odrosty. Umarła rok później.

Zarah Leander, śpiewająca aktorka, była Szwedką. Zatrudniał ją w latach trzydziestych – jak i inne gwiazdy obcego pochodzenia (Polę Negri, Jana Kiepurę) berliński koncern filmowy UFA. Negri i Kiepura wyjechali z Niemiec krótko przed wybuchem wojny. Leander została. Pytana później dlaczego nie postąpiła jak tamci – w Hollywódzie, ze swoją urodą i talentem wokalnym, byłaby także gwiazdą – odpowiedziała: „Tak. Ale trzecią w kolejności [po Grecie i Marlenie]. Tu byłam numerem jeden!” Właściwie nie brała udziału w nazistowskiej propagandzie. Można powiedzieć, że jedynie przyjmowała zlecenia. Na przykład na wyjazd do podbitego przez hitlerowców Paryża. Bywała też w salonach prominentnych nazistów. O Goebbelsie mówiła, że znała go jako dowcipnego, sympatycznego pana. Powiedział jej kiedyś: „Zarah – to takie żydowskie imię!”, na co ona: „A Joseph nie?”. Z Niemiec wróciła do (neutralnej) Szwecji w ’43, kiedy już było wiadomo, jak się wojna skończy. Jej fascynujący, niski głos, osiągnął po wojnie, wspomagany papierosami, rejestry niemal barytonowe. Umarła, mając 74 lata, w roku ’81.

Leni tłumaczyła swój pakt z nazistami naiwnością. Rzeczywiście: zbrodni nie popełniła. Wygląda też na to, że nie wyznawała nazistowskiej ideologii. Z pewnością nie była rasistką. Świadczą o tym powojenne, bardzo bliskie relacje z plemieniem Nuba, które traktowało ją jak swoją królową i darzyło uwielbieniem. Obcy był jej również nazistowski stosunek do homoseksualizmu. Jej najbliższym przyjacielem był przez dziesięciolecia gej. Pytania, na które nie ma chyba odpowiedzi: Czy warto było objawić światu swój geniusz i wejść do grona najbardziej zasłużonych dla sztuki filmowej twórców za cenę, którą zapłaciła? Czy powinniśmy piętnować Zarah za to, że – nie angażując się w ideologię – wybrała wygodne i dostatnie, typowe dla gwiazd, życie ofiarowane jej przez gościnny, zbrodniczy reżim?

pebejot

Piotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

fot. Bundesarchiv, Bild 146-1988-106-29/Wikimedia Commons

Tagi
Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze