News-Serwis

Kraj

Ks. prof. Waldemar Cisło: Politycy nieroztropnie zaprosili wszystkich do Europy i dziś nie mogą sobie z tym poradzić

Ks. prof. Waldemar Cisło: Politycy nieroztropnie zaprosili wszystkich do Europy i dziś nie mogą sobie z tym poradzić
06 października 2015
12:35

Ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, o problemie uchodźców w Europie

P.O.: Czym jest organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie? Jakie są jej główne cele?

Ks. W. Cisło: Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie ma w Polsce status kościelnej osoby prawnej. Jest to papieskie stowarzyszenie działające w dwudziestu krajach. Jego głównym celem jest wspieranie Kościoła wszędzie tam, gdzie z różnych powodów, czy to ze względów politycznych – tak jak w Korei i w Chinach – czy ze względu na to, że chrześcijanie stanowią mniejszość religijną – tak jak w Iraku i Syrii – Kościół nie może swobodnie pełnić swojej misji. Organizacja powstała po II wojnie światowej. W Polsce działa od 1957 r. Początkowo zajmowała się głównie pomocą w kształceniu księży.

Co mówią statystyki? Czy rzeczywiście chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie?

Ostatnie dane sprzed kilku lat przedstawione przez przedstawiciela Watykanu przy ONZ mówią o 170 tys. chrześcijan mordowanych za wiarę rocznie, co oznacza, że wyznawcy Chrystusa ginęli na świecie średnio co trzy minuty. Dane sprzed dwóch lat, podawane przez Radio Watykańskie, mówią o 105 tys. mordowanych chrześcijan – średnio co pięć minut.

narrację buduje się na emocjach. Przywołam przykład małego chłopca Alana, który utonął u wybrzeży Turcji. W związku z tym dyskusja nie była merytoryczna. Powstały dwa obozy – jeden, opowiadający się za swobodnym przyjmowaniem imigrantów, drugi, wyrażający obawy na podstawie tego, co się stało we Francji, co się stało w Niemczech, gdzie polityka multi-kulti nie wyszła.

Jak ksiądz postrzega przekaz medialny, zwłaszcza tzw. mainstreamu, dotyczący uchodźców i imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki?

Jest taka grupa mediów, która podjęła narrację poprawną politycznie. Wiele osób w Polsce ma przecież obawy w związku z zapowiadanym przyjęciem imigrantów. Obce budzi często lęk. Ludzie mają prawo do obiektywnego przekazu – tego brakuje. Wśród współczesnych muzułmanów jest liczna grupa bardzo radykalna – mówi się nawet o 15%, ale przecież nie każdy muzułmanin jest terrorystą. Po drugie, narrację buduje się na emocjach. Przywołam przykład małego chłopca Alana, który utonął u wybrzeży Turcji. W związku z tym dyskusja nie była merytoryczna. Powstały dwa obozy – jeden, opowiadający się za swobodnym przyjmowaniem imigrantów, drugi, wyrażający obawy na podstawie tego, co się stało we Francji, co się stało w Niemczech, gdzie polityka multi-kulti nie wyszła.

Żyjemy w kulturze obrazkowej i rzeczywiście zdjęcia matek z dziećmi, a już w szczególności słynne fotografie nieżyjącego Alana, nadały pewien ton i kierunek narracji, a wręcz pewne grupy społeczne i kraje otworzyły na problem. Widzimy jednak też zdjęcia młodych mężczyzn z telefonami, tabletami. Wiemy, że przedmiotami pierwszej potrzeby dla wielu z nich są papierosy, których się domagają. Niektórzy żądają także m.in. lepszych warunków do uprawiania seksu lub wręcz sprowadzania im kobiet w celu kopulacji – to rzeczywistość skupisk uchodźców lub imigrantów w Europie. Czy w obozach w Iraku i Syrii, gdzie przebywają ludzie biedni i naprawdę potrzebujący, też są tego typu roszczenia?

Ma pan rację, to obrazki, które wszyscy widzieli. Dodam też przypadki fanatyzmu – kiedy podawano im paczki z symbolem Czerwonego Krzyża, to żywność była wyrzucana, a kiedy w ośrodkach dla uchodźców pojawiły się łóżka z symbolem Czerwonego Krzyża, to ci ludzie spali na podłodze. Mamy do czynienia też z pewnymi wygórowanymi oczekiwaniami. Słyszałem o przypadku jednego muzułmanina, który poprosił, by sprowadzono mu sprzątaczkę, bo on nie będzie sam ścielił swojego łóżka. To na pewno zatem nie są ludzie, którzy emigrują przede wszystkim po to, by ratować swoje życie. Caritas Iraku czy Caritas Syrii, z którymi współpracujemy od wielu lat, mówi: pomagajcie na miejscu, bo bogaci wyjechali. Zostali tylko ci, którzy nie mają pieniędzy, którzy są słabi, niezaradni. To im pomoc jest najbardziej potrzebna.

Cały świat słyszał o apelu papieża Franciszka, który wezwał katolickie parafie do przyjmowania rodzin uchodźców. W przypadku Polski oznaczałoby to dziesiątki tysięcy ludzi. Czy to wezwanie parafie powinny realizować bezwarunkowo?

W tej kwestii jest też drugi głos patriarchów Kościołów Wschodnich, Kościoła Syryjskiego, którzy podkreślają, że taki drenaż nie jest najlepszym pomysłem dla tamtejszych wspólnot chrześcijańskich. Tam i tak chrześcijanie stanowią małe grupy. W Iraku przed 2003 r. było 1,5 miliona chrześcijan, obecnie jest ich tylko 200 tys., podobna sytuacja jest w Syrii. Jeśli by apel papieża potraktować literalnie, mogłoby dojść do całkowitego usunięcia chrześcijan z terenów nazywanych tradycyjnie terenami Ziemi Świętej, gdzie chrześcijaństwo istniało od pierwszego wieku. Przypomnijmy też, że mamy porządek ewangeliczny, który mówi, że pomoc należy się każdemu człowiekowi, ale realnie parafie nie są przecież w stanie zapewnić warunków do ogólnej integracji – np. kursów językowych itp. To procesy, które trwają latami. To jest zresztą obowiązek państwa, bo to państwo deklarowało przyjęcie uchodźców. Teraz oczekuje się, że Kościół rozwiąże te problemy. Kościół może pomagać, ale nie wyręczy państwa. Przy okazji wykorzystuje się wybrane wypowiedzi papieża Franciszka. Niestety, media już nie nagłośniły ostrzeżenia papieża, że pośród uchodźców mogą być terroryści. Musimy zatem rozsądnie podchodzić do sprawy, choć emocje udzielają się wszystkim.

W Watykanie trwa XIV Synod Biskupów, poświęcony rodzinie. Czy jednak w obecnej sytuacji biskupi z całego świata mogą pochylić się także nad problemem migracji i wypracować jakieś instrukcje dla Kościoła, przede wszystkim w Europie?

Myślę, że Kościół ma te instrukcje. Te instrukcje to: Caritas, Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie, czyli opcja na rzecz ubogich. To było od początku. Jezus mówił do apostołów: „Ubogich zawsze będziecie mieć między sobą”. Przykazanie miłości nas zatem obowiązuje. My pomagamy cały czas. Przypomnę zaangażowanie Kościoła polskiego, Kościoła w Stanach Zjednoczonych, od początku towarzyszymy naszym braciom w Syrii i Iraku.

Europa musi sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy jesteśmy w stanie przyjąć cztery miliony uchodźców z Iraku, około trzech milionów z Syrii i kilkaset milionów z Afryki – to są emigranci ekonomiczni. Ja odpowiedzi na to pytanie nie słyszę. Jeśli nie, to nie róbmy tym ludziom złudnych nadziei. To, że oni giną, to często wina nieroztropnych wypowiedzi europejskich polityków.

Jak ksiądz postrzega działania społeczności międzynarodowej, Niemców, którzy hurtowo przyjmują uchodźców i imigrantów, Węgrów, którzy budują mury na granicy, Izraela, który zapowiedział, że nie przyjmie nikogo i bogatych krajów arabskich, jak Arabia Saudyjska i Kuwejt?

Problemem jest to, że politycy nieroztropnie zaprosili wszystkich do Europy i dziś nie mogą sobie z tym poradzić. Wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel są odkręcane na wszystkie możliwe sposoby, ale jest już za późno.
W Afryce nie ma ubezpieczeń socjalnych, nie ma emerytur, nie ma bezpłatnej służby zdrowia, więc tamtejsi ludzie podejmują wysiłek dotarcia do tego raju na ziemi, jakim jest dla nich Europa, gdzie wiele dóbr mogą dostać za darmo. Europa musi sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy jesteśmy w stanie przyjąć cztery miliony uchodźców z Iraku, około trzech milionów z Syrii i kilkaset milionów z Afryki – to są emigranci ekonomiczni. Ja odpowiedzi na to pytanie nie słyszę. Jeśli nie, to nie róbmy tym ludziom złudnych nadziei. To, że oni giną, to często wina nieroztropnych wypowiedzi europejskich polityków.
Bardzo bogate kraje arabskie wydają miliardy dolarów na budowę meczetów na świecie, nawet tam, gdzie nie są one potrzebne. Arabia Saudyjska zapowiedziała przekazanie pieniędzy na budowę dwóch tysięcy meczetów w Niemczech, ale na przyjęcie ubogich już pieniędzy wydać nie chce. Główny cel tych krajów to promocja islamu. Po nacisku społeczności międzynarodowej Arabia zadeklarowała, że przyjęła w ciągu tygodnia półtora miliona ludzi. Ciekawe gdzie są ci ludzie, skąd się wzięli. Mam wątpliwości. Drugim przykładem jest Izrael, który jest w stałym stanie wojny z terroryzmem palestyńskim. Mamy też Australię, która wypracowała ostrzejsze formy przyjmowania uchodźców, ale one powoli skutkują pozytywnie. Mamy się od kogo uczyć. Niestety, w Europie mieliśmy usta pełne frazesów, a pierwszy kryzys pokazał, że jesteśmy bezradni. Dziś niektóre kraje żądają solidarności w kwestii uchodźców, jednocześnie zapominają o solidarności w sprawie Ukrainy czy budowy gazociągu Nord Stream II. W Europie wytworzyła się pustka ideologiczna, pustka wartości, która będzie wypełniana. Ci, którzy mieli za złe, że Kościół istnieje w przestrzeni publicznej teraz będą grzecznie chodzić do meczetów.

Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie została powołana do pomocy chrześcijanom w krajach, w których są oni prześladowani. Czy w obecnej sytuacji organizacja będzie pomagać lub już pomaga także wyznawcom Allaha?

Oczywiście, robimy to. Prowadzimy szpital w Libanie, gdzie pomagamy muzułmańskim matkom z dziećmi. Podobnie w Aleppo i w innych miastach Bliskiego Wschodu. Rozdajemy tysiące zup. Pamiętam świadectwo pewnego biskupa, do którego podszedł staruszek i mówi: ojcze, już wiem, po co wy, chrześcijanie jesteście potrzebni na Bliskim Wschodzie, po to, żebym ja, stary muzułmanin mógł przeżyć. Dodam, że w Iraku i w Syrii też zbliża się zima. Organizacja Pomoc Kościołowi w potrzebie też apeluje o wsparcie.

Rozmawiał Piotr Otrębski

fot: pkwp.org

Powiązane artykuły

Komentarze