News-Serwis

Felietony

Krótki tekst o upale

Krótki tekst o upale
09 sierpnia 2015
23:47

Mówi się czasem, że Polacy są osobami dość marudnymi, że lubimy narzekać, gderać, ględzić i krzywić się na wszystko, bredzić pod nosem i żalić się na wszystko, bo wszystko dookoła jest złe. W zimie narzekamy, za zimno, wiadomo, trzeba nosić tysiące warstw ubrań, a i tak nos i palce nam zamarzają, natomiast gdy wsiądziemy do autobusu, pot leje się z nas strumieniami pod tym grubym kostiumem Eskimosa, przepis na zdenerwowanie gotowy. W lecie za ciepło, jak przeżyć takie upały, kiedy żar leje się z nieba, w domu można się udusić i nawet prysznic trzy razy dziennie nie pomaga. Nie narzekajmy, mówią niektórzy. Jeszcze będziemy tęsknić za latem, zobaczycie. Ale jak nie narzekać, kiedy upał odbiera nam chęć do życia?!

W tym miejscu miał powstać interesujący artykuł. Felieton poruszający ważne tematy, może polityczne, może społeczne, a na pewno istotne dla ogółu. Wyrażający opinię, rzucający świeże światło na jakiś problem, pokazujący sedno sprawy, może lekko pouczający, może przesiąknięty kilkoma nutkami ironii, może żart przeplatałby się w nim ze śmiertelną powagą. Cóż, chciałam stanąć na wysokości zadania i pokazać Wam, że dziennikarstwo to rzecz dla mnie wspaniała, bo kreuje opinie, poglądy, wywołuje dyskusje, pobudza do myślenia, interpretowania, patrzenia na sprawy pod różnymi kątami. Chciałam za wszelką cenę udowodnić, że potrafię być profesjonalistką, że nic mi niestraszne, że nic mnie nie powstrzyma a wena twórcza i ciekawość świata, chęć przekazywania moich myśli innym, wypływa sama i zalewa klawiaturę powodzią szybko klikających w literki palców. Nie wyszło, moi drodzy, wybaczcie. Po trudnych chwilach załamania i przebłyskach nadziei, ze może jednak, pogodziłam się z myślą, że dzisiaj będzie lekko, trochę jakby z polską nutką marudności i narzekania.

Niestety zapowiada się, że najbliższe dni wcale nie będą lepsze. To straszne, bo przez to nie mam siły nawet ruszać się z domu. Dobrze, że nie muszę. No, powiedzmy, że nie muszę. Termin artykułu w ramach projektu „Polska da się lubić” na Juventum.pl zawaliłam, aż wstyd się przyznać, ale przyznaję się – upał mnie pokonał, nie pozwolił mi wyjść, popatrzeć na Warszawę ciekawymi oczami, popatrzeć na Warszawę kreatywnie. Chciałam, naprawdę chciałam. Ale wyszłam tylko do Biedronki, kiedy przez chwilę zaczęło wiać. W mokrych spodniach, bo nie zdążyły wyschnąć – przynajmniej chłodno mi było przez chwilę – przemierzałam ulice, zdeterminowana, bo postanowiłam zrobić pysznego placka (bez pieczenia, w końcu piekarnik mógłby mnie zabić, wczoraj się o tym przekonałam), tak bardzo miałam ochotę na coś słodkiego, czekoladowo-owocowego. Placek wyszedł, a jakże. Chłodzi sie w lodówce. A mi chęci minęły i grzeję się w pokoju nadal. Z wodą z kranu wlaną do butelki, miskami z wodą na środku pokoju (żeby psychicznie czuć się lepiej, fizycznie nie robi to różnicy), laptopem na kolanach i śmiercią w oczach.

Od czasu do czasu słyszę sygnały karetek. Widocznie organizmy innych ludzi szybciej się poddały, biedactwa. Ja walczę. Ale żyję tylko chwilami, od prysznica do prysznica. Od szklanki wypełnionej po brzegi kostkami lodu do kolejnej. I wiem, że najwyższa pora wrócić do świata żywych. Opublikowałam dla Was wywiad. Na to jeszcze wystarczyło mi sił. Jutro wstanę i spróbuję napisać coś sensownego. Postanowione. Obiecuję prawdziwy felieton, bez plecenia głupot i bełkotów przegrzanego mózgu. Tylko dajcie mi jeszcze chwilę. Tylko przestanę oglądać wakacyjne zdjęcia innych, bo już nawet nie chce mi się wściekać z zazdrości, że im tak dobrze, a ja teraz nigdzie nie pojadę.


Autor: Kinga Kosiba

Fot.: bark / flickr.com / CC BY 2.0

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze