News-Serwis

Inne

Gwiezdny biznes, czyli jak robić marketing

Gwiezdny biznes, czyli jak robić marketing
18 grudnia 2015
15:04

„Gwiezdne wojny” to przejaw marketingowego wizjonerstwa. Do polskich kin trafił właśnie kolejny epizod sagi. W produkcie Lucasa od dawna chodzi jednak o dużo więcej, niż same filmy – nie mniej ważne są tysiące zabawek, gadżetów, gier, kreskówek, komiksów. Od daty premiery pierwszej części sagi na wszystkim tym zarobiono już 33 mld dolarów.

17 grudnia 2015 roku odbyła się w warszawskim Multikinie Złote Tarasy uroczysta polska premiera filmu „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”. W pokazach odbywających się w czterech salach uczestniczyło kilkuset fanów oraz dziennikarzy, a także włodarze The Walt Disney Company Polska.

Światowa premiera najnowszej części sagi odbyła się 15 grudnia. W USA „Przebudzenie Mocy” zadebiutowało na ponad 4100 ekranach. Tym samym plasuje się na pierwszym miejscu w grudniu. W skali roku rekord dzierży jednak „Saga Zmierzch: Zaćmienie” (4465 kin). Filmowcy coraz częściej decydują się na dłuższe opowieści, sagi, trylogie, które rozpięte w czasie przynoszą zysk latami. Już sam dystrybucja przynosi kolosalne zyski a dodatkowe pieniądze płyną ze sprzedaży filmowych gadżetów, licencji telewizyjnych, wykorzystania postaci itp.

– „Gwiezdne Wojny” są świetnie sprawdzającym się projektem marketingowym – uważa Piotr Kuczyński z Domu Inwestycyjnego Xelion. Już kilka tygodni przed dzisiejszą premierą nowego epizodu kosmicznej sagi na rynku zaroiło
się od gadżetów: zabawek, gier, komiksów.

Kuczyński mówi też, że kreator świata „Gwiezdnych Wojen” George Lucas jeszcze przed pierwszym filmem zagwarantował sobie kontrolę nad sprzedażą towarzyszących filmowi produktów, co się opłaciło. Jak dodaje – wcześniej nikomu
nie udało się tak wykreować grona wielbicieli, którzy byliby zainteresowani zakupem różnego typu rekwizytów, można więc uznać Lucasa za wizjonera, który przewidział taki obrót spraw.

Po niemal czterech dekadach od premiery pierwszej części seria przeszła w ręce Disneya i w opinii Kuczyńskiego wciąż jest to projekt od strony marketingowej sprawdzający się w stu procentach – zmasowane działania producentów gadżetów, które skoncentrowały się na okresie przedświątecznym, przypominają toczącą się jeszcze przed premierą kulę śnieżną. Lawina ruszyła w opinii analityka jednak nie kilka tygodni, a kilkadziesiąt lat temu, a otoczka wydaje się dziś być ważniejsza od samego filmu. Premiera siódmego epizodu „Gwiezdnych Wojen” czyli „Przebudzenia Mocy” to początek nowej trylogii – następne części mają trafiać do kin co dwa lata.

Gwiezdne wojny w reżyserii George’a Lucasa trafiły na ekrany 25 maja 1977 roku. Choć film początkowo wyświetlano tylko w 32 amerykańskich kinach, szybko pobił on rekordy frekwencji, przeszedł do klasyki i całkowicie odmienił oblicze kinematografii. Kluczem do tego niezwykłego sukcesu była formuła „space opery”, łączącej elementy baśni, westernu i fantasy z niezwykłymi efektami specjalnymi, czerpiącej z mitologii i kultur całego świata.

Szybko okazało się, że na historii o rycerzach Jedi można naprawdę sporo zarobić. 30 października 2012 roku szefowie koncernu Disney za spółkę Luckasfilm kontrolującą prawa do „Gwiezdnych wojen” i wizerunku jej bohaterów musieli zapłacić George’owi Lucasowi dwa miliardy dolarów w gotówce i 40 milionów swoich akcji, które w dniu transakcji warte były następne 2 mld dolarów.

„Gwiezdne wojny” od daty premiery pierwszej części sagi zarobiły łącznie 33 mld dolarów. Aż 45% zysków, związanych z produktem, jakim stała się galaktyczna opowieść, pochodzi ze sprzedaży zabawek. Dla porównania jedynie 14% to dochody ze sprzedaży biletów. Tyle samo wpływów, co bilety kinowe, przynoszą gry komputerowe, których akcja dzieje się w świecie znanym z najsłynniejszej kosmicznej sagi.

IAR/ru

fot. Scott Smith/Flickr

Powiązane artykuły

Komentarze