News-Serwis

Kultura

Gra jak marzenie

Gra jak marzenie
08 stycznia 2016
16:16

„Monument Valley” jest doskonałym potwierdzeniem tezy, że gry komputerowe również mogą być formą sztuki. W zaprojektowaną z niezwykła starannością grę studia Ustwo zagramy jednak nawet nie na komputerze, ale na urządzeniach mobilnych.

Jeśli ktoś sądzi, że gry na urządzeniach mobilnych to jedynie najprostsze zabijacze czasu i wciąż nie wyszły one daleko poza poziom prezentowany przez „Angry Birds” – jest w błędzie. To biznes jak każdy inny. Na marginesie biznesu zawsze pojawiają się mniejsi gracze, którzy dzięki kreatywności zdobywają sobie renomę. Niezależne gry, pozostające na marginesie świata największych producentów, to współcześnie właściwie odrębny podgatunek.

fot. materiały dystrybutora

fot. materiały dystrybutora

„Monument Valley” to jeden z najszerzej rozpoznawalnych symboli świata tak zwanych „indie games”. Gra, która zdobyła pewnie większość możliwych nagród, przyznawanych grom mobilnym i wbiła się w świadomość graczy na całym świecie. W pełni zasłużenie.

Sztandarowy produkt studia Ustwo jest grą logiczną. Polega na przeprowadzeniu maleńkiej postaci księżniczki Idy przez serię przestrzennych labiryntów. By to zrobić, trzeba wejść w interakcję z elementami przestrzeni. Tu i ówdzie na planszy znajduje się dźwignia, która zmienia układ labiryntu, gdzieś indziej przycisk otwierający drzwi. Wszystkie etapy, a w podstawowej wersji gry jest ich 10, wymagają pogłówkowania. Tym bardziej, że labirynty początkowo wydają się niemożliwe do przejścia.

Szybko okazuje się, że o to właśnie chodzi w „Monument Valley”. By przeprowadzić idę przez planszę, bardzo często gracz musi przy pomocy elementów interaktywnych tak zwane figury niemożliwe. Gra wykorzystuje efekt złudzenia optycznego – zdroworozsądkowa logika nie pomoże w przejściu kolejnych poziomów, a od gracza wymaga niestandardowego myślenia.

Jak łatwo się domyślić, gra pomyślana w ten sposób musi interesująco wyglądać. Projekt graficzny rzeczywiście jest być może najmocniejszą stroną „Monument Valley”. Projektanci inspirowali się pracami holenderskiego malarza Mauritsa Cornelisa Eschera słynnego właśnie dzięki obrazom przedstawiającym „niemożliwe” konfiguracje przestrzenne. Oprócz nich także japońskim malarstwem, z którego zaczerpnęli między innymi podejście do barwy. Efekt końcowy zdecydowanie robi wrażenie.

fot. M. C. Escher, "Relativity"/domena publiczna

fot. M. C. Escher, „Relativity”/domena publiczna

Oniryczność szaty graficznej twórcy postarali się przenieść na każdy aspekt gry. Szkicowa fabuła „Monument Valley” pozostaje niedopowiedziana. Główną bohaterką jest księżniczka Ida, która wyrusza w podróż po przebaczenie. O jakie przebaczenie chodzi – gracz może się jedynie mgliście domyślać. Postacie napotykane przez Idę w niektórych etapach opowiadają jej o „świętej geometrii” – naczelnej zasadzie rządzącej krainą, którą musi w swojej wędrówce przemierzać. Sam tytuł gry kojarzy się natomiast z prawdziwym Monument Valley – doliną położoną w USA, na granicach stanów Utah i Arizona, która niegdyś rozpalała wyobraźnię zasiedlających tamte okolice Indian Navajo.

Fabuła jest tu jednak tylko miłym dodatkiem do rozgrywki. A ta wciąga jak mało co. „Monument Valley” jest grą skonstruowaną niezwykle mądrze. Poziom trudności rośnie proporcjonalnie do przechodzenia przez gracza kolejnych etapów. Rozgrywka wymaga zastanowienia, ale gracz w żadnym momencie nie powinien utknąć na tak długo, by doprowadziło go to do frustracji i zrezygnowania z dalszej gry. Zapewne swoją rolę odgrywa w tym atmosfera rozgrywki i strona wizualna „Monument Valley” – na kolejne przestrzenne labirynty po prostu przyjemnie się patrzy, nawet jeśli chwilowo nie ma się pomysłu na pchnięcie akcji do przodu. Momenty przestoju nigdy jednak nie trwają zbyt długo.

Właściwie jedyną cechą gry, która bywa przez fanów wymieniana jako minus, jest jej długość. Przeciętna rozgrywka trwa łącznie jakieś półtorej godziny. Niezbyt długo, jak na grę kosztującą w sklepach AppStore czy Google Play nieco ponad dwanaście złotych. Specyfika rozgrywki w „Monument Valley” jest zaś taka, że większość graczy przejdzie ją tylko jeden raz. Zagadki raz rozwiązane, zużywają się. Trudno wyobrazić sobie czerpanie przyjemności z przechodzenia po raz kolejny identycznej drogi. Z drugiej strony – o wiele bardziej wartościowe jest przecież ciekawe spędzenie dziewięćdziesięciu minut na zasadach wyznaczonych przez twórców świetnej gry, niż tracenie większej ilości czasu na coś gorszego.

Popularność „Monument Valley” od początku była duża. W pierwszym miesiącu sprzedało się pół miliona egzemplarzy gry, po trzech miesiącach już milion. Nawet te duże liczby nie dają jednak pojęcia o skali rozpoznawalności gry wśród fanów elektronicznej rozrywki, zwłaszcza tej lekko alternatywnej. Gra jest dostępna w dwóch wersjach – na iOS oraz na Androida. O ile jednak użytkownicy urządzeń Apple’owskich uczciwie płacili za możliwość bliższego zapoznania się z księżniczką Idą, o tyle Androidowcy często ściągali wersję piracką. Z tego powodu wersja na iOS zwróciła się studiu Ustwo już po kilkunastu dniach, zaś wersja na Androida podobno nadal nie przekroczyła progu straty.

fot. materiały dystrybutora

fot. materiały dystrybutora

Jak się okazało – uczciwość czasami popłaca. Twórcy „Monument Valley” właśnie z tego powodu, że użytkownicy urządzeń Apple’a pozwolili im zarobić – postanowili zrobić im niespodziankę. Pewnego dnia na jakiś czas udostępnili swoją grę do pobrania zupełnie za darmo! Bardzo miły gest, który oczywiście jeszcze wyżej wywindował i tak bardzo dobre statystyki ściągalności aplikacji. W tym samym momencie użytkownicy Androida, z powodu swojego wcześniejszego skąpstwa, o podobnym potraktowaniu przez firmę Ustwo mogli tylko pomarzyć.

Liczba sprzedanych kopii „Monument Valley” zapikowała pewnego dnia z jeszcze innego powodu. W trzeciej serii jednego z najpopularniejszych seriali ostatnich lat, „House of Cards”, prezydent Frank Underwood (Kevin Spacey) ściąga grę, zachęcony recenzją pióra znanego pisarza (któremu zresztą zleci napisanie swojej biografii). Pojawienie się w serialu spowodowało, że gra z miejsca wskoczyła do Top 10 najlepiej sprzedających się aplikacji zarówno na iOS, jak i na Androida. Przed wypuszczeniem przez Netflix trzeciej serii „House of Cards” gra – mimo niezaprzeczalnego sukcesu – nie zajmowała miejsca nawet w Top 25.

Co ciekawe, product placement wcale nie był opłacony przez Ustwo. Do twórców „Monument Valley” sami zgłosili się twórcy serialu, którzy poprosili o pozwolenie na wykorzystanie gry jako jednego z elementów scenariusza. Ci natomiast dobrze wiedzieli, co to dla nich znaczy. I nie chodzi oczywiście tylko o przyjemność z bycia zauważonym przez twórców takiego serialu, jak „House of Cards”. Nawet nie tylko o pieniądze. Być może również o przekonanie się na własnym przykładzie, że oddanie się pasji i zaprojektowanie czegoś trochę inaczej, po swojemu – również może popłacać.

rp

fot. screen

Powiązane artykuły

Komentarze