News-Serwis

Kultura i Styl życia

Gdzieś tam kryje się prawda. Powrót „Z Archiwum X”

Gdzieś tam kryje się prawda. Powrót „Z Archiwum X”
27 stycznia 2016
14:02

Po 14 latach na ekrany wrócił jeden z najbardziej znanych seriali wszech czasów. „Z Archiwum X” był jednak nie tyle nawet zwyczajnie popularny, co raczej kultowy. A to oznacza, że udało mu się skupić wokół siebie rzesze wiernych fanów, na śmierć i życie zaabsorbowanych wytworami fantazji twórców.

25 stycznia 2016 roku został wyemitowany pierwszy odcinek dziesiątej serii serialu „Z Archiwum X”. Cała nowa seria będzie się składała z tylko sześciu odcinków, ale w niczym nie umniejsza to przyjemności fanów z całego świata. Ci byli zadowoleni z powrotu swoich ulubionych bohaterów już od czasu, kiedy stacja FOX zdradziła, że ma takie plany. Reakcje po pierwszym odcinku są pozytywne, ale jak refren pojawia się w nich stwierdzenie, że sześć nowych odcinków jest przede wszystkim kierowane właśnie do starych fanów Muldera i Scully i niekoniecznie przyciągnie do siebie nowych, młodszych. Mimo to władze FOX z pewnością na przedsięwzięciu nie stracą – potencjalnie zainteresowanych starych fanów serialu liczy się w milionach.

„Z Archiwum X” wraca na ekrany telewizorów w bardzo dogodnym momencie. Ogólnoświatowa moda na seriale trwa od dobrych kilku, jeśli nie kilkunastu sezonów i nic nie zapowiada, że mogłaby się skończyć. Przedsięwzięcia HBO i Netflixa pochłaniają coraz większe budżety i przyciągają przed ekrany coraz większe rzesze widzów. Równolegle historia kultury zatoczyła takie koło, że jednym z dominujących trendów w popkulturze stała się nostalgia za latami dziewięćdziesiątymi, ówczesną telewizją, czasami komputerów stacjonarnych i limitowanego impulsami internetu. W końcu – znowu zapanowała moda na odświeżanie popularnych tytułów, by wspomnieć tylko „Rocky’ego” („Creed: Narodziny legendy”), „Gwiezdne wojny” czy „Jurassic Park”. We wszystkie te trendy „Z Archiwum X” trafia może nawet bardziej niż „Miasteczko Twin Peaks”, które również doczeka się odświeżenia, choć dopiero w 2017 roku.

Teoria spiskowa

Wielu niedzielnych widzów sądzi pewnie, że „Z Archiwum X” to serial o UFO. To tylko część prawdy. Temat istot pozaziemskich pojawiał się w serialu często, ale nie dominował. Jak mówił jeden z twórców – „Z Archiwum X” miało przede wszystkim straszyć. I tak się działo. Do straszenia twórcy używali jednak nie tylko obcych, ale i innych niesamowitych rzeczy. Osią, która spajała wszystkie niewiarygodne historie był oczywiście spisek.

fot. Meg/Flickr

fot. Meg/Flickr

Jaki spisek? Nie to jest najważniejsze. Nie ma paranoi, kiedy wie się, kto dokładnie należy do konspiracji. Zgodnie z hasłem promocyjnym serialu, „Gdzieś tam kryje się prawda” („The Truth Is Out There”) i spiskują jacyś nie do końca określeni „oni”. Wcieleniem zła był w „Z Archiwum X” tajemniczy Syndykat, czyli grupa ludzi, którzy od lat manipulują historią i potajemnie rządzą światem. Niewiele o nich wiadomo, oczywiście poza tym, że z pewnością są oni bogaci, potężni, bezlitośni i noszą eleganckie, czarne garnitury.

Główną siłą napędzającą serialową paranoję był w serialu był agent FBI Fox Mulder (David Duchovny). Jego partnerka Dana Scully (Gillian Anderson) była jego przeciwieństwem – racjonalistką kierującą się w życiu i śledztwach twardymi faktami i temperującą czasami zbyt wybujałą wyobraźnię Muldera. Problem jednak w tym, że z czasem coraz więcej poszlak wskazywało na to, że teorie jej partnera mogą nie być wyssane z palca. Motyw przeciwstawionych bohaterów świetnie napędzał fabułę serialu.

Fanowski fenomen

Kiedy 10 września 1993 roku emitowano pierwszy odcinek serialu, nikt nie przypuszczał, że przejdzie on do historii telewizji. Zaczynało się dość skromnie. „Z Archiwum X” zdobywało miliony fanów stopniowo – serial na początku tworzony był raczej jako „kolejny serial”, nie jako potencjalny hit. Okazało się jednak, że jego fabuła i motyw spisku były strzałem w dziesiątkę. Anderson i Duchovny stali się jednym z najlepiej kojarzonych duetów aktorskich w historii, a temat muzyczny z serialu do tej pory zna chyba każdy. Widzowie tłumnie gromadzili się przed telewizorami, by śledzić nowe odcinki przygód pary agentów FBI.

Fani „Z Archiwum X” z czasem zaczęli zrzeszać się w fanklubach i wokół poświęconych serialowi internetowych serwisów czy grup dyskusyjnych. Spontanicznie utworzyli tak zwany „fandom”. Oznacza to, że zaczęli przypominać fanów takich produkcji jak „Gwiezdne wojny” – zaciekle dyskutowali o każdym odcinku serialu, pisali własne interpretacje, a nawet opowiadania, których głównymi bohaterami byli Mulder i Scully. Machina promocyjna poszła w ruch.

Wokół „Z Archiwum X”, tak jak wokół „Gwiezdnych wojen”, zaczął kwitnąć biznes. Wydano dziesiątki książek powiązanych z fabułą serialu, pojawiły się dwa pełnometrażowe filmy, gry komputerowe, spin off (czyli powiązany z fabułą „Z Archiwum X” serial, który skupił się na bohaterach obecnych w oryginale, ale innych niż para agentów) i niezliczone ilości gadżetów. Popkultura zachłysnęła się „Z archiwum X”, a po czasie – zgodnie z naturalną koleją rzeczy – popularność przygód Muldera i Scully zaczęła stopniowo spadać, co zasmucało najbardziej oddanych fanów.

Muzyka kosmitów

Na fenomen „Z Archiwum X” duży wpływ miał jeszcze jeden z elementów serialu – muzyka. Każdy, kto w latach dziewięćdziesiątych posiadał telewizor – nie musiał nawet oglądać „Z Archiwum X” – zna charakterystyczny motyw napisany przez Marka Snowa. Melodia z czasem stała się nie tylko niepodrabialną wizytówką serialu, ale również tematem muzycznym, który każdemu momentalnie przywodzi na myśl temat tak zwanych zjawisk paranormalnych.

Producenci od początku naciskali, by to właśnie Mark Snow był odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową serialu, ale sam kompozytor długo nie dostał na ten temat klarownej informacji. Skutek był taki, że autorem całej ścieżki dźwiękowej został on dopiero od drugiego odcinka. Zadebiutował jednak na tyle skutecznie, że dziś trudno sobie wyobrazić nowe odcinki serialu pozbawione tego samego motywu, co w przeszłości.

Fanowska legenda głosi, że słynny motyw muzyczny powstał przez przypadek. Snow dość długo męczył się z napisaniem słynnego tematu. Chrisowi Carterowi, głównemu scenarzyście i reżyserowi zaangażowanemu w „Z Archiwum X”, wciąż coś nie pasowało w propozycjach kompozytora. Niby było w porządku, ale czegoś brakowało. Pewnego razu, kiedy Carter zrezygnowany wyszedł z pokoju, Snow oparł rękę na klawiaturze i przez przypadek włączył efekt pogłosu. Dopiero z echem motyw brzmiał tak, jak powinien. Widzowie poznali go właśnie w tej formie.

Nic nie trwa wiecznie

Pomysł scenarzystów na serial od początku był taki, że każdy odcinek ma opowiadać odrębną historię (ewentualnie historia obejmowała dwa połączone ze sobą fabularnie odcinki). Fabuła serialu nie była ciągła w tym sensie, że wątki były przez scenarzystów zawieszane i podejmowane po to, by opowiedzieć widzom jedną, rozbudowaną i wielowątkową historię. Jeden odcinek – jedna sprawa dla Muldera i Scully, tak wyglądał schemat serii. W jednym odcinku sprawa pojawiała się i zostawała rozwiązana (albo, co oczywiste, odwrotnie: stała się nieodwołanie nierozwiązana).

Ta formuła z czasem pozwoliła wprowadzać scenarzystom urozmaicenia, które nadały serialowi kolorytu. Twórcy nie tylko opowiadali historie o zjawiskach paranormalnych i niesamowitych, jak robili to na początku, ale również coraz odważniej bawili się konwencjami. Zdarzało im się wprowadzać do serialu elementy humorystyczne. Krytykom wprawdzie bardzo podobały się te poczynania, jednak nie wszyscy fani byli zachwyceni. Serialem wydawali się zmęczeni także sami twórcy, szczególnie para aktorów odtwarzająca rolę głównych bohaterów. Oboje już nigdy nie zaznali aż takiej sławy, mimo że David Duchovny miewał chwile wielkiej popularności także później. Wystarczy wspomnieć jego rolę w znanym serialu „Californication”, w którym wcielił się w rolę kontrowersyjnego pisarza Hanka Moody’ego.

Trudno oczywiście spodziewać się, że fenomen „Z Archiwum X” dzięki sześciu nowym odcinkom odżyje w pełnej krasie. Właściwie na pewno tak się nie stanie. Medium serialowe jest dziś w innym miejscu niż w latach dziewięćdziesiątych, popkultura ma nowych ulubieńców, a poza tym zwyczajnie „nic dwa razy się nie zdarza”. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że powrót „Z Archiwum X” jest wydarzeniem w świecie miłośników seriali i wyjątkowo miłym gestem skierowanym do fanów Muldera i Scully, nawet jeśli są oni teraz o tych 14 lat starsi.

Radek Pulkowski

fot. Televisione Streaming/Flickr

Powiązane artykuły

Komentarze