News-Serwis

Felietony

Francuskie perfumy całkowicie za darmo

Francuskie perfumy całkowicie za darmo
10 września 2015
17:59

Pamiętam taką sytuację sprzed paru lat: wędrowałam z mamą ulicami mojego miasteczka i zaczepiła nas bardzo uśmiechnięta, sympatyczna pani. Z wielkim zaangażowaniem wypowiadała perfekcyjnie wyuczone zdania, wykutą na blachę formułkę o nowych perfumach.

Formułkę o pięknych (rzeczywiście ładnych!) zapachach i ich trwałości, o tym, że są niesamowicie tanie dzięki promocji, którą oferują. A dziś, na zachętę, dostaniemy jedną buteleczkę gratis.  O szczęśliwe! O farciary! Buteleczka już wciśnięta w rękę, aż tu nagle… usta przemiłej pani wyrzuciły niczym z karabinu cenę. A więc to „za darmo” jednak ma jakąś cenę? Wzrok przemiłej pani mówił: „wyskakuj, babo, z forsy” i dobre kilka minut zajęło mamie oddanie jej tego flakonika perfum, bo kobieta uparcie żądała od nas kwoty, którą podała.

Historia ta okryła się mgłą historii, bo kto by tam pamiętał o wyciągających od przechodniów kasę ludziach, których teraz wszędzie pełno (jak te osoby z żółtymi teczkami, obstawiające Krakowskie Przedmieście czy Chmielną, co to „zatrzymują na sześćdziesiąt sekund” i podobno zbierają punkty do dyplomu; punkty określające ich uśmiech i tym podobne, a jak już wpiszesz im te punkty nagle mówią, że zbierają pieniądze na chorych ludzi, ale nie przyjmują drobnych, musi być minimum dyszka). Jednak dzisiejsza sytuacja przypomniała mi o wszystkim i długo musiałam się uspokajać, tak bardzo mnie rozbawił dziwny pan domokrążca, nim usiadłam, żeby napisać to, co teraz czytacie.

Kiedy zadzwonił domofon, tylko westchnęłam – rano już jakaś pani chciała, żeby jej otworzyć, bo ulotki czy coś tam; kiedyś świadkowie Jehowy próbowali wedrzeć się ze swoim nawracaniem ludzi. Podniosłam słuchawkę, a tam: „dzień dobry, informacja dla wszystkich mieszkańców, proszę otworzyć”. Okay, niech będzie. Proszę, niech pan włazi. Może ze spółdzielni, może coś ważnego.

Puk-puk. Otwieram, stoi pan z torbą, ubrany na czarno. Oho, szykuje się jakaś fascynująca rozmowa. I zaczyna opowiadać o drogerii, którą otwierają, i pokazuje buteleczkę perfum, które będą w niesamowitej promocji. Super, myślę. Świetnie. Będę tym śmierdzieć trzy dni. Wyciąga drugą buteleczkę i prosi, żeby powiedziała, który zapach ładniejszy. No to wybrałam, ucieszył się, że podobnie wybrała sąsiadka (ta, ciekawe która…) i zaczyna swoją formułkę. Że perfumy francuskie, duża butelka, zapach trzyma się dwanaście godzin, za granicą kosztują 69€ (słownie: sześćdziesiąt dziewięć), to na złotówki tak dużo… Ale, ale! Dzięki ich promocji można je będzie nabyć już za 119 zł (słownie: sto dziewiętnaście), a ja mam to szczęście, że dostanę je CAŁKOWICIE ZA DARMO! Muszę tylko powiedzieć, ile lat ma firma – osiem czy dziesięć? Udaję zamyślenie, zastanawiam się i zastanawiam, po czym mówię: dziesięć. Brawo! Bingo, Sherlocku! Jubileusz! Dostaje pani perfumy, a do tego jeszcze jeden zapach damski i trzecią buteleczkę, tym razem zapach męski. Już mam to w rękach, już mi to wcisnął, więc pytam: całkowicie za darmo? Oczywiście. Całkowicie za darmo. Płaci pani jak za jedną butelkę, a nie za trzy, sto dziewiętnaście złotych, tylko proszę drobnymi, bo sąsiadce wydałem, sąsiadka wzięła sześć, i już nie mam jak wydać, pokazuje jakieś banknoty i nic nie robi sobie z moich protestów i tego, że oddaję mu te śmierdzące pudełeczka. W końcu zrozumiał, zasmucił się, ale zaraz zreflektował i daje mi ten jeden nieszczęsny zapach mówiąc, że kończy pracę, będzie miał lżejszą torbę, jeśli wezmę ten jeden CAŁKOWICIE ZA DARMO. Tylko żebym się sąsiadce nie przyznała, że dostałam pojedynczy produkt a nie zestaw, nie przyznam się? Dobra, nie przyznam. No, to poproszę 39 zł (słownie: trzydzieści dziewięć). Ledwo powstrzymując się od śmiechu oddałam mu ten perfum i zatrzasnęłam drzwi.

No, i zniknęły pudełeczka z pseudo francuskimi perfumami („proszę zapamiętać nazwę firmy, już za dwa tygodnie będą w sprzedaży!”). Tylko smrodek dwóch podróbek na dwóch rękach został. Ale przynajmniej… całkowicie za darmo.


Autor: Kinga Kosiba

Fot.: Neal Fowler / flickr.com

 

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze