News-Serwis

Kultura

FABETYZM. ANAL

FABETYZM. ANAL
16 października 2015
13:34

Za tabletami nie przepadam. Tym bardziej za internetem w telefonie. Laptop jest duży i ciężki, więc zabieranie go w podróż kłopotliwe. A bez stałego, elektronicznego kontaktu ze światem przecież się nie da, zwłaszcza że w rozjazdach jestem niemal bez przerwy. Korzystam więc z netowych kawiarenek. Póki jeszcze gdzieniegdzie wegetują, choć wiem, że za chwilę znikną ostatnie z nich i nie da rady – stosowną maszynę będę musiał pakować razem z bielizną i pastą do zębów.

Piotr-Bogusław Jędrzejczak

Najczęściej zjawiam się w lokaliku na warszawskim Centralnym. Zdarzenie miało miejsce niedawno. Właśnie czytałem tam pocztę, gdy podszedł do mnie inny klient tego lokalu. Ktoś, kogo określa się mianem: ludzki wrak. Nie był pijany – co akurat istotne – lecz i odór, i spustoszenie na twarzy, i brud tego, w co był ubrany klasyfikowały go jednoznacznie.

Mógł mieć nieco po trzydziestce. Poprosił mnie, żebym mu wpisał do wyszukiwarki jakiś dziwnie brzmiący wyraz. Należę do ludzi z chęcią pomagających. Tym razem jednak myśl, że będę musiał dotykać klawiszy, których przed chwilą dotykał on, sprawiła, że odmówiłem, wymawiając się pośpiechem. Natychmiast jednak zawstydziłem się swojej reakcji. Nie tylko dlatego, że uświadomiłem sobie, że nie wiem, kto stukał wcześniej w klawiaturę oddaną do dyspozycji mnie i nie tylko dlatego, że odmówili mu wszyscy inni, których zaczepił.

Miałem nadzieję, że zwróci się do mnie z prośbą ponownie. Zrobił to, mówiąc, że przecież wystukanie kilku liter nie zajmie mi wiele czasu. Zdziwiła mnie dobra jakość polszczyzny, którą się posługiwał i – paradoksalna w tych okolicznościach – kultura wypowiedzi. Sądziłem, że problemem człowieka, o którym mówię, była nieumiejętność posługiwania się klawiaturą. Wpisałem, co usłyszałem i zapytałem, czy zrobiłem to poprawnie? „Nie wiem – odpowiedział. – Nie umiem czytać i pisać.” Okazało się, że trafiłem. To było to, o co mu chodziło. Włożył słuchawki i zaczął oglądać jakiś film (wideoklip?).

Zakładam, że mówił prawdę. Nie widzę bowiem logiki bądź interesu w kłamstwie. Jako reżyser z wyrobionym uchem mogę zresztą powiedzieć, że przekaz brzmiał zdecydowanie wiarygodnie. A skoro tak, to powstaje pytanie: jak to możliwe? Rozumiem, że z takich czy innych powodów ktoś kończy edukację bardzo wcześnie. Lecz przecież nie może jej nie rozpocząć! Istnieje obowiązek edukacyjny i niewywiązywanie się z niego skutkuje odebraniem matce i ojcu praw rodzicielskich.

A jednak coś podobnego musiało się w tym wypadku wydarzyć, bo raz nabytą umiejętność czytania (jak jazdy na rowerze czy pływania) nie sposób zapomnieć! Z wieku bohatera tej mojej opowieści wynika, że wiek szkolny osiągnął już w nowym ustroju. Znamienne. Za znienawidzonej komuny taka sytuacja byłaby najzwyczajniej niemożliwa. Tak, jak niemożliwe było, na przykład, nieszczepienie dzieci na potencjalnie śmiertelne albo skutkujące kalectwem choroby zakaźne. Jak nie było szansy na nieleczenie gruźlicy, syfilisu i innych społecznie groźnych chorób. Państwo – kontrolując obywateli niemal całkowicie, co nie wzbudzało zachwytu (i trudno się dziwić) kontrolowanych – brało przy tym za nich odpowiedzialność.

W ’89 kontrolerom podziękowaliśmy. Zapanowała wolność. Wolność państwa od odpowiedzialności również. Na kiłę i tuberkulozę wolno umierać każdemu, kto tego zapragnie. Wolno zatem zarażać innych. Mam znajomą – kobietę wysportowaną, okaz zdwowia. Któregoś dnia wyczuła na swojej szyi powiększony węzeł chłonny. Lekarz powiedział jej, że to bardzo agresywny nowotwór. Znalazła się na oddziale onkologicznym. Sprowadziła z Kanady brata, spisała testament, zamówiła w pracowni fryzjerskiej teatru, z którym współpracowała, perukę – żeby mieć na okres po chemioterapii.

Trzy tygodnie spędziła w piekle, z ludźmi umierającymi. Węzeł jej wycięto i zabrano do laboratorium. Prócz tego nie robiono z nią nic. A po tym czasie powiadomiono, że to jednak nie rak, tylko „poczciwa” gruźlica węzłów chłonnych. Zapytała, jak to możliwe, skoro prowadzi tak zdrowy tryb życia? Na to lekarz, że po prostu: wystarczyło, by stała koło prątkującego gruźlika w tramwaju. Antybiotyk – i było po chorobie! Zidiociałe od lektury pisemek dla pań umysłowo ułomnych mamusie organizują krucjaty przeciw obowiązkowym szczepieniom dziatek. Skutek? Groźny nie tylko dla progenitury „uświadomionych” rodzicielek, ale i innych dzieci ze żłobka, przedszkola czy szkoły.

A państwo? Państwo ma to głęboko. Jest wolność. Każdy kowalem swojego losu. To państwo, jako instytucja, stało się analfabetą. Sami chcieliśmy. Rzeczywiście?

pebejot
Piotr-Bogusław Jędrzejczak – reżyser teatralny, kulturoznawca-teatrolog, psycholog, założyciel i szef artystyczny kilku autorskich festiwali.

Poleć

Powiązane artykuły

Komentarze