News-Serwis

Kultura i Styl życia

Czarodzieje z Księżyca

Czarodzieje z Księżyca
29 stycznia 2016
11:31

Istnieją na peryferiach sztuki zjawiska osobne i z początku niedoszacowane. Dziwna grupa Księżyc jest jednym z nich. Zespół wrócił ostatnio z odmętów lat dziewięćdziesiątych i wydaje się, że jego muzyka zaczyna interesować coraz większą grupę odbiorców. Nie tylko w Polsce.

Księżyc od początku był pomyślany jako zjawisko niszowe albo na niszowość skazany. Grupa artystów, nie zważając na szanse odniesienia sukcesu, postanawia tworzyć dokładnie to, co im w duszach gra – sytuacja, jakich wiele. Z tą różnicą, że członkom Księżyca grało w duszach coś specyficznego i niespotykanego. Właśnie w ten sposób zdobywa się status zespołu kultowego, który do tej akurat grupy pasuje jak ulał. Ale od początku.

Zespół uformował się w 1990 roku jako wspólny projekt muzyczny Agaty Harz, Katarzyny Samoluk i Olgi Nakoniecznej. Panie wykonywały pieśni inspirowane ludową muzyką polską, ukraińską, bułgarską i białoruską. Zasłynęły między innymi występem w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej, do udziału w którym zostały zaproszone przez Amnesty International. Z czasem do zespołu dołączyli Lechosław Polak, Remigiusz Hanaj i Rafał Niziński, zaś Olga Nakonieczna zrezygnowała z dalszej współpracy z grupą, która coraz bardziej oddalała się od macierzystego repertuaru w stronę tego, co nieznane.

W latach dziewięćdziesiątych niejaki Wojciech Czern tworzył istniejącą do dziś niezależną oficynę wydawniczą OBUH Records. Za cel postawił sobie wydawanie dziwnej muzyki z pogranicza folku i quasi-ezoterycznych dziwactw. Wydawca mieszkający w Rogalowie, wiosce usytuowanej na wschodzie Polski – a dokładniej: pomiędzy Nałęczowem a Kazimierzem Dolnym – był właściwie twórcą mini-sceny muzycznej, która wyraźnie zaznaczyła swoją obecność na rubieżach rynku wydawniczego w Polsce. Księżyc natomiast był jej chyba najbardziej znanym reprezentantem.

Niełatwo opisać muzykę Księżyca. Wyraźne wyczuwalne są w niej tradycje muzyki ludowej, ale inspiracje te nie tylko nie wyczerpują listy zapożyczeń grupy, ale wręcz nie dla wszystkich jej członków są oczywiste. W równym stopniu co ludowość, Księżyc inspirowała bowiem na przykład muzyka post-punkowa czy industrialna. Wreszcie – teatr. Utwory grupy są nie tylko kompozycjami, ale i dźwiękowymi obrazami czy też muzycznymi spektaklami. Nad wszystkim zawsze unosiła się nadrealna atmosfera, zaś z brzmieniami korespondowały osobliwie poetyckie teksty, w których tradycja francuskiego surrealizmu spotykała się z magicznymi wierzeniami ludowej proweniencji oraz… brutalizmem tekstów zespołu Siekiera. Sami autorzy liryków wśród swoich inspiracji wymieniają między innymi Stanisława Grochowiaka czy dziecięce wyliczanki, choć właściwie nie potrafią określić, w jaki sposób one powstają. Zjawiają się jak poezja – zdają się przekonywać członkowie grupy.

Księżyc to jednak nie tylko muzyka. Członkowie grupy przyznają, że do swojej twórczości podchodzą nie tylko, jak do komponowania, ale raczej jak do odprawiania swego rodzaju rytuałów. Tyczy się to zwłaszcza występów na żywo. Według muzyków chodzi w nich nie tyle o samo zaprezentowanie repertuaru, ale raczej o wysłanie ładunku energii w stronę publiczności i odebranie tej energii w zmienionej formie. Koncerty Księżyca przybierają jednak przy tym dość oryginalną formę. Blisko jej do teatru, a zwłaszcza tego awangardowego, spod znaku Jerzego Grotowskiego. W jednym z niewielu wywiadów muzycy wspominają, jak pewnego dnia w latach dziewięćdziesiątych początkująca dziennikarka Monika Olejnik zadała im pytanie: „Czy mówi wam coś nazwa Gardzienice?” Właśnie ta nazwa eksperymentalnej grupy teatralnej jest kluczowa, jeśli chce się zrozumieć, skąd wzięło się podejście Księżyca do występów scenicznych.

Występy grupy są bowiem przepełnione minimalistyczną jeśli chodzi o użyte środki teatralnością. Mężczyźni zajęci są głównie swoimi instrumentami, ale dwie panie na przodzie – Agata Harz i Katarzyna Samoluk – odgrywają przed publicznością trochę planowane, a trochę improwizowane przedstawienie. Wcielają się w role i za pomocą skromnych środków stwarzają atmosferę dziwności. Piszący te słowa widział je na przykład odbijające jak w transie balon podczas jednego z występów. Agata Harz potrafi również, na przykład, spacerować wśród publiczności i podtykać uczestnikom koncertu lustro, aby mogli się oni przejrzeć. Innym razem zachowuje się ona tak, jakby czegoś szukała. Tylko czego?

Nie bez znaczenia jest to, gdzie i kiedy odbywają się koncerty Księżyca. Grupa w całej swojej karierze wystąpiła przed publicznością niewiele więcej niż dwadzieścia razy. Miejsce i czas odgrywały tu istotną rolę. Niejednokrotnie jest to widoczne już na pierwszy rzut oka. Oprócz jeszcze przed-księżycowego koncertu w więzieniu, grupa występowała między innymi w ośrodku dla osób dysfunkcyjnych w Walii, w wieży ratuszowej w Poznaniu, a także w kościołach. Wśród tych wydarzeń ważne miejsce zajmuje jeden z pierwszych koncertów Księżyca. W 1992 roku zespół wykonał kilka utworów podczas nocy świętojańskiej w opuszczonym Kościele Św. Wincentego we Wrocławiu. Występ był zarejestrowany i w późniejszym czasie został wydany przez OBUH Records jako „Nów” – pierwszy zarejestrowany materiał zespołu.

Dyskografia Księżyca nie przedstawia się zbyt imponująco jeśli chodzi o ilość. „Nów” nie był nawet pełnoprawnym, długogrającym wydawnictwem. Zawierał nagranie czterech utworów zarejestrowanych we wrocławskim kościele i trwał łącznie kilkanaście minut. Na rzeczywisty debiut fonograficzny Księżyc musiał poczekać do 1996 roku, kiedy to wyszedł album nazwany tak samo jak zespół. To on do tej pory jest wizytówką grupy – został trzykrotnie wznowiony, ostatnio w 2013 roku przez brytyjskie wydawnictwo Penultimate Press. W Polsce płyta była znana tylko dość wąskiemu gronu fanów tej naprawdę niepokornej i eksperymentalnej muzyki. Jeśli chodzi o media mainstreamowe – Księżyc doczekał się wzmianek między innymi w „Brumie” czy „Gazecie Wyborczej”, ale właśnie: tylko wzmianek. Zespół zaznaczył się wyraźnie w świadomości niektórych, lecz ogólnie rzecz biorąc – został zamieciony pod dywan tak samo, jak wiele zupełnie oryginalnych zjawisk w polskiej kulturze lat dziewięćdziesiątych.

Poza albumem z 1996 roku, starszego Księżyca można posłuchać również na wydanym anonimowo w 1999 roku bootlegu „Kwadra”. Znalazł się na nim repertuar ludowy, który w porównaniu do poprzedniego wydawnictwa dużo mniej odjeżdżał w nadrealistyczną dziwność. Sporo do życzenia pozostawia tu jednak – jak to bywa w przypadku bootlegów – jakość nagrania. Skromną dyskografię zamykały dwa utwory koncertowe opublikowane na składance „Muzyka, której świat nie widzi”. Zamykały, gdyż całkiem niedawno sytuacja się zmieniła. Księżyc – reaktywowany w związku ze wznowieniem albumu z 1996 roku przez Penultimate Press – wypuścił kolejny album. Wydany nakładem tej samej brytyjskiej oficyny „Rabbit Eclipse” cieszy się popularnością wśród fanów muzyki dziwnej nie tylko w Polsce. Na przykład anglojęzyczny serwis internetowy The Quietus zrecenzował płytę bardzo pochlebnie i dodatkowo umieścił ją na 37 miejscu swojej setki najlepszych albumów 2015 roku.

Nowa płyta Księżyca nieco różni się od poprzednich wydawnictw. Jest nie mniej enigmatyczna, nieco niepokojąca i działa na wyobraźnię. Jednocześnie jednak Księżyc jakby „wydoroślał” – poszerzył paletę środków, ale również jak gdyby je ujednolicił. Na „Rabbit Eclipse” mniej w brzmieniu zespołu elementów niesamowitej słowiańszczyzny, a więcej wspomnianej wcześniej dźwiękowej teatralności. Album zawiera tylko pięć długich utworów, które są nie tyle utworami, co dźwiękowymi pejzażami odsyłającymi słuchacza do wymyślonego, choć nie do końca zdefiniowanego świata wykreowanego przez twórców. Wszystkie utwory łączy element transowości. Być może inspiracje amerykańskim minimalizmem spod znaku Steve’a Reicha i Philippa Glassa, o których zawsze mówili członkowie Księżyca, dochodzą tu do głosu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Muzycy grupy sami zauważają, że po powrocie z niebytu grupa spotkała się z jak gdyby szerszym zainteresowaniem swoją outsiderską propozycją artystyczną. Zauważają, że o ile w latach dziewięćdziesiątych w ich koncertach uczestniczyło średnio kilkadziesiąt osób, o tyle teraz jest ich raczej kilkaset, a nawet blisko tysiąca. Członkowie Księżyca sądzą, że dziś słuchacze są po prostu bardziej otwarci na inność niż jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Muzyka Księżyca jest „inna” w dość oczywisty sposób. Różnicę robi też zapewne sposób dystrybucji i możliwość docierania niszowej muzyki do publiczności. To, co kiedyś było dostępne jedynie za pośrednictwem wydawanych w bardzo ograniczonych nakładach kaset – dziś leży w formie cyfrowej w różnych miejscach internetu (legalnie czy nielegalnie).

Tym właśnie zmianom publiczność zawdzięcza powrót Księżyca z niebytu. Każdy z muzyków grupy dziś zajmuje się bowiem innymi rzeczami. Członkowie zespołu pracują w różnych branżach, niektórzy udzielają się muzycznie w innym charakterze, zwykle związanym bardziej wprost z muzyką tradycyjną. Decyzja o powrocie do Księżyca była spowodowana przede wszystkim zauważeniem i docenieniem twórczości zespołu zagranicą, co bez ogólnoświatowej sieci byłoby przecież dużo mniej możliwe. Bez decyzji o reaktywacji słuchaczy ominęłaby natomiast przyjemność posłuchania premierowego materiału grupy.

Na koniec warto wspomnieć, że nie jest wykluczone, iż w niedługim czasie ukaże się jeszcze jeden album Księżyca. Nie będzie on wprawdzie zawierał premierowego materiału, ale odświeżone, niegdyś zarejestrowane utwory, które jednak dotąd nie doczekały się wydania. A później? Zapewne Księżyc – swoim zwyczajem – wejdzie w kolejną fazę. Trudno jednak z pewnością wyrokować, czy obecnie znajduje się on w pełni czy raczej w którejś z kwadr.

Radek Pulkowski

fot. materiały promocyjne

Powiązane artykuły

Komentarze