News-Serwis

Kraj

Bierut wciąż straszy w Warszawie. Dzika reprywatyzacja to straty dla stolicy i katastrofa dla tysięcy jej mieszkańców

Bierut wciąż straszy w Warszawie. Dzika reprywatyzacja to straty dla stolicy i katastrofa dla tysięcy jej mieszkańców
29 grudnia 2015
07:25

Kamienice, szkoły, boiska szkolne wciąż padają ofiarą tzw. dekretu Bieruta. Prawo to wprowadzono w 1946 roku, żeby jak najszybciej odbudować zniszczoną Warszawę. Stolicę skomunalizowano, ale przepisy dopuszczały zwrot działek lub nieruchomości. Dziś zapis ten jest realizowany w sposób nazywany „bezprawnym” lub „dziką reprywatyzacją” – niestety, dotyka najbiedniejszych.

Praktycznie co kilka dni pojawiają się nowi spadkobiercy, którzy posiadają prawa do danego terenu czy kamienicy. Niestety, często osoby te zdobywają takie uprawnienia dzięki pomocy „wyspecjalizowanych” kancelarii prawnych. Tego typu roszczenia są kupowane od prawdziwych spadkobierców. Przyszłość lokatorów z mieszkań komunalnych kończy się wysoką podwyżką czynszu albo wyrzuceniem na bruk. Najwięcej takich przypadków jest na terenie Śródmieścia, gdzie praktycznie na każdej ulicy spadkobiercy starają się o odzyskanie majątku.

Jak podkreślają władze dzielnicy, stołeczny ratusz nie robi nic, aby zmniejszyć skutki dekretu Bieruta. – Dzielnice są pozostawione same sobie. Miasto zaniedbuje sprawę i do reprywatyzacji dochodzi bez problemów. Gdy nasi urzędnicy zaczęli sprawdzać te procesy, spotkało się to z dużym oporem ze strony stołecznego ratusza – ocenia przewodniczący Rady Dzielnicy Michał Sas.

Jak zauważają urzędnicy i organizacje lokatorskie, problem reprywatyzacji dotyka nie tylko poszczególnych mieszkańców. – Na reprywatyzacjach traci cała Warszawa. Budżet miasta jest tak skonstruowany, żeby opłacić pensje nauczycieli, my musimy sprzedawać grunty. Tymczasem w dziwny sposób te obiekty są przekazywane w ręce prywatne, a my musimy borykać się z problemami finansowymi  – dodaje Michał Sas.

Władze dzielnic rozkładają ręce i tylko przyglądają się wydawaniu kolejnych kamienic. – W tym roku wydano 17 decyzji w sprawie zwrócenia kamienic na terenie Śródmieścia. My nie jesteśmy stroną w całej sprawie. O zwrocie dowiadujemy się w momencie podejmowania kroków administracyjnych przez nowych właścicieli  – podkreśla wiceburmistrz Śródmieścia Paweł Suliga.

Przedstawiciele miasta odpowiadają, że przy obecnym stanie prawnym mogą jedynie „neutralizować” skutki reprywatyzacji. – Podejmując decyzję reprywatyzacyjną opieramy się na regulacjach prawnych i dokumentach niezbędnych do wydania takiej decyzji. Każdy proces jest długotrwały. Sprawy te trwają kilka lat i są „prześwietlane” z każdej strony – zapewnia rzecznik stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk.

Warszawę może uratować ustawa reprywatyzacyjna, która ureguluje stan prawny nieruchomości w stolicy. – Nie da się prawem miejscowym, zarządzeniem prezydenta czy uchwałą Rady Miasta doprowadzić do takiej sytuacji, żeby przynajmniej w części uchronić mieszkańców od skutków dekretu. Musi być ustawa, którą przegłosuje parlament- zaznacza Bartosz Milczarczyk.

Obecnie w Warszawie znajduje się 1980 zabudowanych nieruchomości, które mogą trafić w prywatne ręce. Na liście zapisano również adresy 110 placówek oświatowych.  W kilkuset przypadkach trwają negocjacje ze spadkobiercami dotyczące zapłacenia odszkodowania albo zamiany gruntów.

Mikołaj Michalecki

fot.mm

Powiązane artykuły

Komentarze