News-Serwis

Gospodarka

Bezrobotny jak prawnik

Bezrobotny jak prawnik
22 stycznia 2016
12:42

Zawody prawnicze uchodzą za prestiżowe. Nie dziwi więc, że ponad 20 tys. tegorocznych maturzystów wybrało studia prawnicze. Młodzi ludzie uwierzyli, że po ukończeniu studiów będą mogli liczyć na atrakcyjne zarobki, a przede wszystkim pracę w zawodzie. Wydawałoby się, że spełnienie marzeń tysięcy absolwentów prawa ułatwiła deregulacja z 2005 roku – nic bardziej mylnego. W ubiegłym roku w urzędach pracy zarejestrowało się 200 prawników.

Na jednym z forów internetowym poświęconych prawnikom, tegoroczna abiturientka pyta się uczestników, czemu narzekają na wybrany przez siebie kierunek studiów. Odpowiedzi jest wiele. Zwykle chodzi o zarobki, a raczej ich nieadekwatność. Absolwent prawa z Torunia zwraca uwagę na powszechną praktykę stosowaną przez starszych kolegów z palestry oferowania „praca” za możliwość odbywania aplikacji (czyli za darmo), bądź przy dużym szczęściu za ok. 500 zł. Praktyka ta jest rzeczywiście powszechna. Na popularnym portalu z ofertami pracy dla prawników, przeważają propozycje pracy w zamian za zdobywanie doświadczenia lub minimalne wynagrodzenie. Tymczasem każdy adept sztuki prawniczej musi opłacić aplikację – cena jest dość wysoka – 5208 zł za rok. Dodatkowo np. aplikant adwokacki musi dostać pozwolenie konkretnej izby na podjęcie pracy. Jeżeli izba uzna, że praca hańbi honor zawodu może odmówić wyrażenia zgody na podjęcie danej profesji. Jakiś czas temu media obiegła bulwersująca sprawa aplikanta wyrzuconego z Okręgowej Izby Adwokackiej w Krakowie ponieważ pomagał prowadzić ojcu stację benzynową.

26-letni Piotr, w tym roku dostał się na aplikację radcowską. Od sierpnia ubiegłego roku pracuje w małej kancelarii na warszawskim Muranowie. Wcześniej pracował w sklepie odzieżowym. Zarabiał nieźle, ale – jak sam mówi – zrezygnował z poprzedniego zajęcia, żeby zdobyć niezbędne doświadczenie zawodowe. Nie spodziewał się jednak tak niskich zarobków. Kiedy szedł na studia wykładowcy kreśli przed nim świetlaną karierę. Dzisiaj zarabia najniższą krajową. – I tak jestem w lepszej sytuacji niż pozostali koledzy, którzy pracują w ramach wolontariatu – podkreśla Piotr.

Mariusz, student drugiego roku, także na aplikacji radcowskiej. Również wspomina początek studiów i przemówienie inaugurujące dziekana Krzysztofa Rączki na Uniwersytecie Warszawskim. Dziekan przekonywał, że studenci WPiA są elitą, a sam wydział najjaśniejszą gwiazdą uniwersytetu. Życie zweryfikowało te słowa. Choć sam wydział zazwyczaj jest wysoko w rankingach, to jak na większości uczelni w Polsce, nie liczy się jakość a ilość studentów, za którymi idą pieniądze z ministerstwa. Na WPiA UW uczy się obecnie ponad 6 tys. osób, a UW jest tylko jedną z licznych uczelni wypuszczającą prawników na rynek pracy w Polsce.

W drugim kwartale 2015 roku w urzędach pracy w całym kraju zarejestrowało się 104 radców prawnych oraz 91 adwokatów. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest prawie dwukrotny wzrost przedstawicieli zawodów prawniczych w ciągu ostatniej dekady. W tym roku aplikacje prawnicze rozpoczęło 3 370 osób, z pośród 8940, które przystąpiły do państwowego egzaminu. W ubiegłym roku egzamin i tak cieszył się mniejszym zainteresowaniem, niż ten z roku 2012, kiedy chętnych było około 11 700 kandydatów. Dziesięć lat temu zawód adwokata wykonywało 6191 osób, aspirowało 881 aplikantów. Obecnie liczba prawników wykonujących ten zawód wzrosła do 13737 – ponad dwukrotnie. Liczba aplikantów wzrosła za to aż siedmiokrotnie – do 7 tys. Dziesięć lat temu było z kolei 17,5 tys. radców prawnych, a aplikację podjęło 2295. Dzisiaj liczba prawników wykonujących ten zawód wzrosła do poziomu 28 tys. osób, a kolejne 7,5 tys. młodych ludzi uczy się zawodu.

Zdaniem ekspertów państwo „napompowało” dużą liczbę prawników, na których nie ma zapotrzebowania. To potężna grupa osób, które nie wykonują zawodu. Podaż jest wręcz lawinowa, a popyt niewystarczający. Szkoda, że przy hasłach: „Otwierajmy zawody prawnicze” autorzy nie zadawali sobie pytania, jakie to będzie miało skutki kompleksowe. Nie dziwią więc problemy młodych ze znalezieniem pracy w obliczu zdecydowanej nadreprezentacji prawników na rynku.

Państwo zaniżyło standardy przyjmowania na aplikację. Egzamin jest znacznie łatwiejszy niż kiedyś. Dziesięć lat temu, kiedy namawiano do otwarcia zawodów prawniczych, podkreślano, że mamy za mało prawników. Obecnie jesteśmy w czołówce krajów z największą liczbą czynnych prawników w Unii. Młodym dano nadzieje na prestiżowy zawód i duże zarobki, głównie w adwokaturze. Teraz, po ośmiu latach studiów i aplikacji budzą się w pustej kancelarii, do której nikt nie zagląda. Muszą zwijać interes i kancelarię zamykać.

Ustawa o otwarciu zawodów prawniczych z 2005 roku miała zapewnić większą konkurencyjność, wyrównanie szans i niższe ceny usług prawniczych oraz wygenerować nowe miejsca pracy dla młodych. Limity miejsc, które wcześniej wyznaczały kancelarie prawnicze, przestały obowiązywać. O przyjęciu do zawodu zaczął decydować wyłącznie wynik egzaminu państwowego. Efekty było widać od razu. Gdy ustawa weszła w życie w 2006 r., w całym kraju było 2510 aplikantów adwokackich, podczas gdy rok wcześniej – zaledwie 881. Czy ustawa wpłynęła na niższe ceny usług prawniczych? Zdaniem prawników tak, ale tylko tych młodych.

Mariusz pracując od trzeciego roku studiów w kancelariach różnej wielkości zebrał bogate doświadczenie, docenia obecną posadę młodszego prawnika w dużej, międzynarodowej firmie prawniczej, która zapewnia mu w końcu godziwą pensję, a także opłaca aplikację. O małych kancelariach mówi wprost – Jest to zwykły wyzysk ludzi. Dodaje, że starsi koledzy rzadko dopuszczają aplikantów do poważnych klientów, tym samym nie pozwalają wyrobić im odpowiedniej pozycji na rynku. Pytany, czy by po raz drugi składał papiery na prawo, zdecydowanie odpowiada, że tak.

Zaznacza przy tym, że obecnie studia prawnicze połączyłby z innym kierunkiem, np. ekonomią. Piotr z kolei bez wahania odpowiada, że drugi raz nie zdecydowałby się pójść na prawo. – Studnia prawnicze trwają pięć lat, do tego trzeba dodać 2,5 roku aplikacji, nim zacznie się normalnie zarabiać. Przez ten czas człowiek jest na garnuszku rodziców – dodaje rozżalony.

Należy jednak pamiętać, że prawnicy i tak mają łatwiej na rynku pracy. Chętnie są widziani zarówno w firmach prywatnych jak i w administracji publicznej, szczególnie na szczeblu centralnym.

Rafał Ulatowski

fot. johnnG/Flickr

Powiązane artykuły

Komentarze