News-Serwis

Kraj

Grudzień 70. 45 lat po masakrze

Grudzień 70. 45 lat po masakrze
16 grudnia 2015
14:51

Rozpoczynając środowe obrady, Sejm upamiętnił minutą ciszy ofiary Grudnia 70 roku. 45 lat temu w Gdańsku w wyniku akcji wojska i milicji zginęło dwóch stoczniowców Jerzy Matelski i Stefan Mosiewicz. W kolejnych dniach liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 41. Najtragiczniejszy był 17 grudnia – „Czarny czwartek”. Wydarzenia na Wybrzeżu były krokiem milowym na drodze do wolności.

„Czarny czwartek” funkcjonuje w polskiej świadomości historycznej dzięki pamięci uczestników, przekazów medialnych, wreszcie popkulturze. Do „wydarzeń grudniowych” nawiązywał „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy. „Balladę o Janku Wiśniewskim” wykonywała Krystyna Janda. W 2011 roku ten sam utwór wykonał Kazik Staszewski. Piosenka została wykorzystana w filmie „Czarny Czwartek”.

Karol Marks twierdził, że „byt określa świadomość”, co znaczy, że człowiek w myśleniu nie jest wolny, lecz zdeterminowany przez otaczające go warunki społeczne i materialne. I choć głowę filozofa robotnicy strajkujący w zakładach w roku 1970 dobrze znali z okolicznościowych akademii, to niekoniecznie mieli świadomość, że wspomniana teza Marksa właśnie determinowała ich działanie.

Strajki i demonstracje, które miały miejsce w roku 1970 były konsekwencją wprowadzenia 12 grudnia podwyżek cen detalicznych mięsa, wyrobów mięsnych oraz innych artykułów spożywczych. Wieczorem radio poinformowało obywateli o podwyżkach cen żywności oraz głównych artykułów, średnio o 23% (mąka o 17%, ryby o 16%, dżemy i powidła o 36%). 13 grudnia komunikaty o podwyżkach cen podała prasa.

Podwyżka cen przy jednoczesnym niepodwyższeniu płac, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, spowodowała powszechne niezadowolenie społeczne. W poniedziałek, 14 grudnia robotnicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina odmówili przystąpienia do pracy. Wieczorem odbył się pierwszy wiec gromadzący oprócz robotników, także studentów Akademii Medycznej w Gdańsku oraz Politechniki Gdańskiej. Studenci Uniwersytetu Gdańskiego nie przyłączyli się do rewolty, pamiętając udział robotników w tłumieniu wydarzeń z marca 1968 roku.

We wtorek ogłoszono strajk powszechny, przyłączyły się do niego inne gdańskie przedsiębiorstwa, robotnicy ze Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni oraz pracownicy elbląskiego Zamechu. Zażądano uwolnienia aresztowanych dzień wcześniej osób, a w Gdyni ogłoszono osiem postulatów strajkujących m.in. o dostosowanie płac robotników do ostatniej podwyżki cen, podwyższenia minimalnego wynagrodzenia, zredukowania rozpiętości zarobków robotników z zarobkami pracowników umysłowych czy wreszcie ustalenia wysokości zasiłku chorobowego w pełni odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi.Tego dnia doszło tez do pierwszych ostrych walk ulicznych. Milicja użyła siły. Zapłonął budynek KW PZPR. Ogłoszono strajk okupacyjny, a wojsko razem z milicją zablokowało porty i stocznie w Trójmieście.

Na Wybrzeżu zapanował chaos. Strona rządowa zaczęła używać w stosunku do demonstrantów broni palnej. Ofiarami stawali się przechodnie, nie związani z wystąpieniami. Do wypadków śmiertelnych doszło koło Dworca Głównego.

W środę strajki rozlały się na całe Wybrzeże. Stocznia Gdańska została otoczona przez wojsko. Ludzie, którzy próbowali zbliżyć się do stoczni byli brutalnie bici. W Szczecinie telewizja poinformowała o wydarzeniach w Gdańsku. Nazwała je chuligaństwem. Nastąpiła blokada telefoniczna Trójmiasta. Media krajowe nie podawały do wiadomości informacji o zajściach na Wybrzeżu. Strajkujący zostali odcięci od reszty kraju.

W czwartek, 17 grudnia, w celu opanowania chaosu w mieście, władze zdecydowały się wykorzystać wojsko. W wyniku starć wiele osób po obu stronach zostało poszkodowanych. Po porannych wydarzeniach na przystanku SKM Gdynia Stocznia, w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Pochód zebrał się ponownie na ul. Czerwonych Kosynierów i ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego młodego mężczyzny (Zbyszka Godlewskiego), za nim niesiono pomazane krwią narodowe flagi. Pochód ten doszedł do urzędu miejskiego przy ulicy Świętojańskiej, gdzie doszło do kolejnych starć. W tym pochodzie wzięli udział przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych. Na ulicach Słupska i Elbląga trwały demonstracje. Do rzeszy strajkujących przyłączyli się pracownicy Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego, którzy razem z wieloma tysiącami ludzi demonstrowali w mieście. Wojsko i milicja użyły siły po podpaleniu gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Śmierć poniosło 16 osób, w tym młodzież oraz osoby przypadkowo znajdujące się przy terenie protestu, a potem już walk. Jednocześnie służby publiczne zaczęły stopniowo tłumić strajki i demonstracje na Wybrzeżu.

W piątek, jak wcześniej Stocznia Gdańska, została otoczona przez wojsko stocznia w Szczecinie. W Elblągu zdecydowano się na użycie siły, co zaowocowało starciami z demonstrantami. Mimo brutalnego tłumienia strajków do buntu przyłączały się kolejne miasta – Białystok, Nysa, Oświęcim, Warszawa, Wrocław. Strajki miały jednak mniejszą siłę niż te na Wybrzeżu. We wszystkich miastach Pomorza objętych strajkami obowiązywały godzina policyjna i stan wyjątkowy.

Bilans wydarzeń grudniowych był tragiczny. Zginęło 41 osób. Ranne zostały 1164 osoby, zatrzymano przeszło 3 tys. W wyniku starć z demonstrantami śmierć poniosło kliku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Był to efekt wydania rozkazu użycia broni palnej wobec strajkujących przez KC PZPR. Przy czym strzały po ostrzegawczej salwie w górę zgodnie z rozkazem Gomułki miały być oddawane w nogi. W rzeczywistości wielu milicjantów i żołnierzy (którym wmawiano, że jadą tłumić wystąpienia „gdańskich Niemców”) strzelało na wprost, a strzały oddawane w bruk uliczny, pod nogi manifestantów, rykoszetowały i powodowały bardzo poważne rany, również śmiertelne. Nastąpiła interwencja 550 czołgów i 700 transporterów opancerzonych 8 Dywizji Zmechanizowanej. Do walki z demonstrantami ruszyło 5 tysięcy milicjantów i 27 tysięcy żołnierzy, Wybrzeże zostało spacyfikowane. Akcję tę nadzorował osobiście obecny w Trójmieście wiceminister MON Grzegorz Korczyński.

Tak troska o byt materialny stała się kamieniem milowym w świadomości milionów Polaków. Walka o przywileje socjalne, godną płacę przerodziła się w walkę o wolność i godność. Wtedy jeszcze bunt bezsilnych wkrótce przekształcił się w siłę bezsilnych, jak mówił Vaclav Havel.

*zabity Zbigniew Godlewski stał się bohaterem piosenki o Janku Wiśniewskim.

ru

fot. Topory/Wikimedia Commons

Powiązane artykuły

Komentarze